W czwartkowy poranek, 16 kwietnia, 14-letni Mateusz nie dotarł na lekcje. Zamiast do szkoły, pojechał na torowisko. Został po nim tylko rower. A przecież miał plany. – Był świetnym piłkarzem, marzył o grze w Realu Madryt – wspomina Wiktoria, której syn przyjaźnił się z Mateuszem. Razem trenowali, świętowali urodziny.
Kiedy dziecko traci siłę, by żyć, świat pęka na pół. Zostaje tylko jedno, rozdzierające pytanie: co musiało się stać, by czternastoletnie życie straciło sens? W przestrzeni publicznej mówi się o tym, iż chłopiec doświadczał w szkole systemowego hejtu, a dzień przed tragedią miał zostać pobity przez rówieśników.
– Z relacji bliskich wiem, iż niektórzy uczniowie po tragedii wciąż stroją sobie żarty. To jest dla mnie przerażające – mówi Amelia, absolwentka szkoły w Suszu ( woj. warmińsko-mazurskie).
Układ zamknięty w Suszu?
Tragedia Mateusza rzuciła cień na lokalną szkołę podstawową. Rodzice, mieszkańcy i byli uczniowie rysują zgoła inny obraz placówki, niż życzyłaby sobie tego gmina. Mówią wprost: chłopiec od dawna był ofiarą nękania.
Wiktoria twierdzi, iż matka Mateusza była w szkole stałym gościem. – Próbowała wszystkiego, choćby przepisania go do innej klasy. To była walka z poczucia kompletnej niemocy. Nie mogła po prostu zabrać go ze szkoły, bo rodzina nie miała możliwości dowożenia go do innej miejscowości – tłumaczy.
Nawet boisko, które powinno być azylem, miało stać się miejscem opresji. – Syn wspominał, iż koledzy mu dokuczali. Wyzywali go podczas gry. Mateusz bardzo to przeżywał, zwierzał się mojemu synowi – relacjonuje Wiktoria.
Sama ma o placówce jak najgorsze zdanie. Wspomina brak dyżurów i kontroli nad tym, kto wchodzi i wychodzi z budynku. Kiedy poprosiła dyrekcję o wzmożoną czujność, miała usłyszeć, iż "specjalnie dla niej ochrony zatrudniać nie będą".
Amelia, która wciąż ma w tej szkole rodzeństwo, kilkakrotnie prosi o anonimowość. Boi się, ale chce wyjawić to, co dotąd było zamiatane pod dywan.
– Chcę, żeby w końcu każdy usłyszał, iż w Suszu ręka rękę myje – podkreśla.
Według jej relacji kluczowym problemem jest system wzajemnych powiązań w małym miasteczku, np. między rodzicami rzekomych oprawców a pracownikami szkoły. – To sprawia, iż nauczyciele i inni rodzice boją się jakiejkolwiek konfrontacji – uważa Amelia.
Inni mieszkańcy w rozmowach z nami także nie gryzą się w język – otwarcie padają oskarżenia o nepotyzm i kolesiostwo.
Mogłoby się wydawać, iż śmierć ucznia wywoła wstrząs. Rzeczywistość opisana przez byłą uczennicę jest jednak inna:
– W szkole panuje atmosfera, jakby nic się nie stało. Nie było apelu, nie było minuty ciszy – relacjonuje.
Najbardziej porażają doniesienia o zachowaniu rówieśników. Na korytarzach wciąż ma dochodzić do aktów okrucieństwa.
– Sprawcy nękania chodzą po szkole i drwią z tej tragedii. Śmieją się: "zaraz też rzucę się pod pociąg". Wyzywają Mateusza choćby po śmierci – wyznaje Amelia. – Tu jest dzicz, w tym Suszu.
Moja rozmówczyni podkreśla, iż jeszcze kilka lat temu, pod poprzednim kierownictwem, w szkole panowała dyscyplina. Dziś nic już z tego nie zostało.
Córka Justyny zostawiła list
Justyna zabrała swoją córkę z tej szkoły osiem lat temu. Najprawdopodobniej ocaliła jej życie. Podkreśla, iż choć placówką zarządzała wtedy inna dyrekcja, mechanizmy znieczulicy były niemal identyczne jak te opisywane dzisiaj. Horror zaczął się w siódmej klasie.
– Wyzywali ją od "grubych świń". Chodziłam do szkoły, do wychowawczyni, do pedagoga. Kręciłam się w kółko, a sytuacja tylko się pogarszała – wspomina.
Punktem krytycznym był dzień, gdy córka wróciła do domu z oplutymi włosami. – Tego dnia powiedziała: "Mamuś, idę z psem na spacer, napisałam do ciebie list". Jak przeczytałam, iż już nie może wytrzymać i prosi o ratunek… nie było na co czekać.
Justyna krytycznie ocenia postawę ówczesnej pedagog. – Czekałam pod gabinetem, a ona wychodzi z matką dziewczyny, która gnębiła moje dziecko. Śmiechy, żarty, poklepywanie się po plecach. Od razu wiedziałam, iż jestem na przegranej pozycji. Usłyszałam tylko, iż "to tylko dzieci".
Kiedy system zawiódł, matka zaczęła osobiście odwiedzać rodziców oprawców. Liczyła na wstyd, na ludzką reakcję. – Jedna pani obiecała rozmowę z dzieckiem. Druga wykrzyczała mi prosto w twarz: "Wyp*****". Następnego dnia dzieciaki w szkole jeszcze bardziej drwiły z córki, iż "mamusia jeździła i opieprzała".
Po przeniesieniu dziecka do innej miejscowości Justyna musiała walczyć o dofinansowanie dojazdów. Ówczesny burmistrz miał nazwać zmianę szkoły "fanaberią". Dopiero interwencja w kuratorium w Elblągu zmusiła gminę do działania.
– Ja nie kłamię. Mówię, jak było. Wszyscy wiedzieli: szkoła, kuratorium, burmistrz. Nikt nie wyciągnął ręki – podkreśla Justyna, która nie chce pozostać anonimowa. – Po tym, co przeszłam, nie boję się już nikomu spojrzeć w oczy.
Podobne głosy płyną z internetu. "Nienawidzę tej szkoły. Sama byłam w niej bita i gnębiona. Mimo upływu lat, przez cały czas bałabym się oddać tam własne dziecko" – pisze jedna z byłych uczennic.
"Chodziłem do tej szkoły długie lata, wiem co się dzieje w tej szkole, jaka potrafi być patologia. (...) Ta szkoła jest ściekiem" – pisze absolwent.
Śledztwo jest prowadzone z art. 151 Kodeksu karnego, czyli w sprawie doprowadzenia człowieka do targnięcia się na własne życie poprzez namowę lub udzielenie pomocy.
Zwróciłam się do Komendy Powiatowej Policji w Iławie z prośbą o ustalenie, czy w dniach poprzedzających tragedię do służb wpłynęło zgłoszenie o pobiciu 14-latka na terenie szkoły. Pytałam nie tylko o sam przebieg ewentualnej interwencji, ale także o szerszy kontekst: czy policja dysponowała wcześniejszymi sygnałami od rodziców lub pedagogów, które mogłyby świadczyć o tym, iż uczeń padł ofiarą nękania, zastraszania lub hejtu.
– Do policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Iławie jak i Komisariatu Policji w Suszu do 16 kwietnia 2026 r. nie wpłynęło żadne zawiadomienie lub zgłoszenie dotyczące pobicia tragicznie zmarłego 14–latka lub jakichkolwiek innych przejawów przemocy, której ofiarą miał być ten nastolatek. Nie była też podejmowana żadna policyjna interwencja, której uczestnikiem miał być 14-latek. Do policjantów nie wpłynęła też żadna informacja o tym, aby 14-latek miał być ofiarą hejtu, zastraszania czy nękania w Szkole Podstawowej w Suszu – przekazała mi asp. szt. Joanna Kwiatkowska, oficer prasowy KPP w Iławie.
Z kolei w korespondencji ze szkołą próbowałam zweryfikować przebieg zdarzeń z dnia poprzedzającego tragedię. Zapytałam dyrekcję o rzekome pobicie ucznia w szkolnej szatni oraz reakcję placówki na ten akt przemocy. Wystosowałam również prośbę o wyjaśnienie informacji, jakoby uczeń – zamiast otrzymać wsparcie – został ukarany przez wychowawcę uwagą.
Dociekałam także, jak szkoła odnosi się do zarzutów o systemową nieskuteczność procedur antyprzemocowych, w wyniku których osoby poszkodowane są karane, a agresorzy pozostają bezkarni?
"Jako dziennikarka czuję się w obowiązku zapytać o te kwestie, ponieważ wskazują one na możliwy brak reakcji systemu na wołanie o pomoc" – napisałam w mailu.
Odpowiedzi nie dostałam.
Dopiero po wysłaniu kolejnego maila, w którym zaznaczyłam, iż opublikujemy tekst bez stanowiska szkoły, doczekałam się reakcji.
Niestety – nie na zadane pytania.
Słowa pożegnania przygotowane przez najbliższych, które wybrzmiały podczas pogrzebu, kreślą obraz drastycznie różny od oficjalnych komunikatów.
Słowa rodziny rzucają nowe światło na to, co działo się w życiu 14-latka.
"Znosiłem ten hejt, który na mnie spadł, nie wiem czemu. Znosiłem poniżanie i bicie, a przecież ja byłem taki sam, jak wy. Dobrze się uczyłem, byłem grzeczny, miałem marzenia" – napisali bliscy w imieniu tragicznie zmarłego 14-latka. "Chciałem być piłkarzem, grać w jakimś dobrym klubie, być sławny na całą Polskę. Nie krzyczałem głośno, jak się krzyczy na meczach. Nie żaliłem się do nikogo, iż jest mi źle, tylko sam byłem z tym wszystkim. Sam sobie próbowałem pomóc".
Prawnik: Wychowanie, a nie odwet
Tragedia 14-letniego Mateusza wywołała w sieci także falę oburzenia i tysiące komentarzy dotyczących rzekomej bezkarności nieletnich. Wiele osób jest przekonanych, iż ze względu na wiek, sprawcy nękania pozostaną poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości.
Czy polskie prawo rzeczywiście jest w takich sytuacjach bezsilne?
– Kluczem do zrozumienia tej kwestii jest art. 10 Kodeksu karnego – odpowiada mec. Oskar Skoczylas, adwokat, karnista. – To on określa, w jakich konkretnych przypadkach osoba nieletnia, co do zasady po ukończeniu 15. roku życia, może odpowiadać karnie jak dorosły. Mechanizm jest dość prosty: osoba, która nie ukończyła 17 lat, podlega odpowiedzialności karnej tylko w ściśle określonych, enumeratywnie wskazanych w tym przepisie sytuacjach.
Dalsza część tekstu poniżej
Jak podkreśla prawnik, nie oznacza to jednak braku odpowiedzialności w innych przypadkach.
– To nie jest tak, iż jeżeli danego czynu nie ma w art. 10, to nieletni nie ponosi żadnych konsekwencji. Wręcz przeciwnie – powiedziałbym, iż jego odpowiedzialność jest choćby szersza. Wynika to z ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich, która posługuje się pojęciem demoralizacji. To znacznie szersza kategoria niż ramy Kodeksu karnego.
Mecenas zwraca uwagę na powszechne nieporozumienie społeczne:
– Utrwaliło się przekonanie, iż skoro ktoś nie trafia do więzienia, to nie ponosi odpowiedzialności. To błąd. Ta odpowiedzialność istnieje, tylko ma inny charakter. Postępowanie toczy się przed sądem rodzinnym, a jego stronami są nie tylko nieletni, ale również jego rodzice.
Jak wyjaśnia, celem takich działań nie jest odwet:
– Chodzi o wychowanie młodego człowieka, który dopuścił się czynu zabronionego lub przejawia oznaki demoralizacji. System uznał, iż osoby poniżej pewnego wieku nie są jeszcze w pełni zdolne do oceny konsekwencji swoich działań, dlatego wymagają raczej oddziaływań wychowawczych niż czysto represyjnych kar, takich jak pozbawienie wolności.
Prawnik odnosi się także do oczekiwań społecznych dotyczących surowych sankcji:
– Często pojawia się presja, by stosować karę więzienia. Tymczasem choćby w przypadku dorosłych nie jest to takie oczywiste. Przykładowo, art. 151 Kodeksu karnego przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat więzienia za pomoc lub namowę do samobójstwa. W praktyce bezwzględne więzienie orzeka się tu raczej w skrajnych przypadkach – częściej są to kary wolnościowe, np. w zawieszeniu.
– jeżeli potwierdziłoby się, iż szkoła nie reagowała – mimo zgłoszeń rodziców dotyczących nękania – czy dyrekcja lub nauczyciele mogliby ponieść odpowiedzialność karną? – dopytuję.
– To wszystko zależy od stopnia zawinienia i świadomości pracowników szkoły. Teoretycznie można rozważać ich odpowiedzialność na podstawie przepisów Kodeksu karnego, np. art. 160, dotyczącego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, czy też przepisów o nieudzieleniu pomocy. W skrajnych przypadkach można by analizować także nieumyślne spowodowanie śmierci.
Jak jednak zaznacza prawnik, takie sytuacje należą do wyjątkowych:
– To są naprawdę skrajne przypadki. Trzeba pamiętać, iż nauczyciele mają obowiązek sprawowania pieczy nad uczniami, ale nie ma jednego, konkretnego przepisu karnego, który wprost regulowałby odpowiedzialność nauczyciela za brak reakcji na nękanie.
W praktyce więc przypisanie odpowiedzialności karnej jest bardzo trudne.
– Bardziej realna jest odpowiedzialność dyscyplinarna na podstawie Karty Nauczyciela. jeżeli doszło do zaniedbań w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa uczniom, nauczyciele czy dyrekcja mogą ponieść konsekwencje służbowe – podsumowuje mecenas.
Potrzebujesz wsparcia? Nie jesteś sam/a.
Jeśli przeżywasz trudny czas, kryzys lub masz myśli samobójcze, możesz skorzystać z bezpłatnej pomocy:
Kryzysowy Telefon Zaufania (wsparcie psychologiczne):
116 123
codziennie w godz. 14:00–22:00
Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie emocjonalnym (całodobowo):
800 70 22 22
Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (bezpłatny):
116 111
W nagłej sytuacji zagrożenia życia: zadzwoń pod numer 112 lub zgłoś się na oddział ratunkowy / do najbliższego szpitala psychiatrycznego.

5 godzin temu



![Czarna środa w regionie: 5 pożarów, ranni i wielka akcja strażaków [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/pozary_traw_kadzidlo.jpg)








English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·