30 tysięcy za śmierć. Szokująca decyzja prokuratury

10 miesięcy temu

Sportowy mercedes wyrósł jak spod ziemi. Ja się cofnąłem, Arek próbował odskoczyć na chodnik, ale było za późno. Chłop 100 kilo wagi i dwa metry wzrostu uderzył z impetem w przednią szybę auta, a siła zderzenia odrzuciła go na kilkanaście metrów. – Usłyszałem o wypadku brata i popędziłem do szpitala – mówi Mariusz Wojtas, brat Arka, na co dzień ratownik medyczny. Kolega, który go ratował, powiedział, iż jest dramat, ale kiedy wszedłem na salę i rzuciłem okiem na parametry życiowe, wiedziałem, iż to ostatnie chwile Arka. Zmarł nad ranem.

Kara w zawieszeniu i drobne na pociechę

Ściany niewielkiego mieszkania na parterze klockowatego bloku są dosłownie pełne zdjęć rodziny Wojtasów. Pełnej rodziny: z Arkiem, Kasią i dwójką dzieci – 6-letnim dziś Natanem i 5-letnim Tymkiem. – Minął rok od śmierci Arka, ale chcę, żeby on tu przez cały czas był – tłumaczy Katarzyna Wojtas. – Może dzięki temu w pamięci naszych dzieci zostanie prawdziwy Tata, nie tylko znany z opowieści, ale z krwi i kości. Mieliśmy razem wielkie plany i marzenia o budowie wspólnego domu, a został mój strach o utrzymanie dzieci, bo to Arek, budowlaniec złota rączka, zapewniał nam byt. Do tego doszedł teraz drugi strach: iż sprawca wypadku nie poniesie żadnych konsekwencji.

Idź do oryginalnego materiału