34-letni Adam M. z Warnikajm na Mazurach usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa po tym, jak zaatakował siekierą swojego sąsiada - 47-letniego Marka M. Choć sprawa wygląda dramatycznie, wielu mieszkańców wsi staje po stronie zatrzymanego. Twierdzą, iż zaatakowany od lat miał terroryzować okolicę, a Adam M. działał z desperacji. Materiał "Interwencji".
Atak siekierą. Wieś boi się poszkodowanego i broni napastnika

30 maja we wsi Warnikajmy na Mazurach rozegrał się dramat. 34-letni Adam M. zaatakował siekierą swojego sąsiada - 47-letniego Marka M.
- Ten Marek wszedł do Adama do mieszkania i chciał z nim porozmawiać. Ten nie miał czasu, rozmawiał przez telefon. Marek złapał za ten telefon i mu wyrzucił przez okno i poszedł do siebie - opowiada Tadeusz Borzęcki, były sołtys Warnikajm.
- Kiedy pokrzywdzony przebywał już w domu, choćby już można powiedzieć w łóżku, podejrzany siłowo wtargnął do mieszkania uzbrojony w siekierę i tą siekierą zaatakował. Cios był na tyle silny, iż doszło do złamania kości ramieniowej. Podejrzany usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa - informuje Daniel Brodowski z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.
- Wchodzi mi z siekierą do zaciemnionej kuchni, bo gra tylko telewizor. Mierzy do mnie zza głowy siekierą i uderza - relacjonuje zaatakowany Marek M.
Zaatakował sąsiada siekierą. Mieszkańcy wsi po stronie napastnika
Mimo takiego obrotu spraw, mieszkańcy Warnikajm są zdecydowanie po stronie napastnika. Ich zdaniem atak był aktem desperacji. Zaatakowany siekierą Marek M. miał od wielu lat terroryzować mieszkańców wsi.
- Jest to po prostu kryminalista, sprowadził się bezpośrednio z zakładu karnego, nadużywa alkoholu, cały czas pije. No i zaczął terroryzować po prostu wieś. Zaczął bić ludzi, ganiać ludzi. Przede wszystkim krzyczeć na nich, wyzywać ich - twierdzi Sebastian Toczek, mieszkaniec Warnikajm.
- Ludzie się boją, bo on przejawia agresję fizyczną, psychiczną też. Były takie sytuacje, iż sąsiadowi "odłamał stopy od kości". Sama osobiście go dowoziłam do szpitala. Druga sytuacja była taka, iż wujka uderzył kastetem w głowę. To były milimetry, żeby oko nie wypłynęło - słyszymy od mieszkanki wsi.
ZOBACZ: Szokujące nagrania ze żłobka. Dwulatek z krwiakami i siniakami
- Jak był pod wpływem alkoholu, to dostawał białej gorączki, inaczej tego nie można nazwać. I szukał pretekstu, żeby się do wszystkich przyczepić - wskazuje inna.
- Za każdym razem, właśnie jak wychodzę tylko na przystanek autobusowy, kiedy mam jechać do lekarza czy coś, pan Marek wyskakuje pijany, leci do mnie z pięściami i próbuje mnie pobić - dodaje Sebastian Toczek.
Ekipa "Interwencji" udała się do Urzędu Miasta i Gminy Korsze, gdzie właśnie skończyła się sesja rady. Przed wejściem do burmistrza udało im się porozmawiać również z radną, która mieszkała w Warnikajmach.
- Ja się na przykład tego M. boję. Tego, który został poszkodowany. Mieszkałam tam 50 lat. Tam jest niebezpiecznie, naprawdę niebezpiecznie - przyznaje. Nie chce jednak wystąpić przed kamerą. - Powiem panu szczerze, ja M. się boję. Musiałam się wyprowadzić - dodaje.
Mieszkańcy Warnikajm bezradni. "Policja zamiata sprawę pod dywan"
Mieszkańcy Warnikajm przygotowali petycję w obronie zatrzymanego Adama M. Ich zdaniem prokuratura powinna wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności. Przy obecnych zarzutach mężczyźnie może grozić choćby dożywocie.
- Żeby Adam był silnym człowiekiem, no to by mógł jakoś się obronić przed agresorem Markiem M. A iż nie jest silnym, nie jest agresywny, nie potrafi się tam jakoś bić i szarpać, to po prostu poleciał właśnie po siekierę w czynie desperacji, bo wiedział, iż manualnie sobie nie poradzi. Dlatego doszło do tragedii - uważa Sebastian Toczek.
- Są osoby, bo złożyliśmy poręczenie społeczne, które się pod tym podpisały, ale po prostu nie chcą się pokazywać. On nigdy nie stwarzał problemu, nigdy nie był w stosunku do nikogo agresywny, wręcz przeciwnie, zawsze był pomocny, dobry chłopak i po prostu myślimy, iż to wszystko, co się wydarzyło, to po prostu przerosło go z samego. Trzy dni wcześniej Adam szedł ulicą i przyznał, iż już ma dość zachowania M., iż nie będzie z nim jeździł do pracy, tylko gdzie indziej. I to były Adama ostatnie słowa, które ze mną zamienił - mówi mieszkanka Warnikajm.
ZOBACZ: Dziennikarz pomógł nękanej rodzinie, sam stał się celem ataków
- Komenda Powiatowa Policji w Kętrzynie w okresie ostatnich pięciu lat w swoich systemach policyjnych zanotowała dwie interwencje związane z mieszkańcem tej miejscowości, z 47-latkiem. Interwencje te dotyczyły zakłócenia ładu i porządku - mówi Ewelina Piaścik z policji w Kętrzynie.
Reporter "Interwencji" dopytywał, czy mundurowi wiedzą, iż mieszkańcy żyją w strachu i opowiadają, iż po alkoholu mężczyzna sieje terror. - Tego nie wiem. Dzielnicowy jako policjant pierwszego kontaktu jest w każdej z miejscowości - podkreśla.
- To jest nieprawda. Nie wiem, czemu policja zamiata to pod dywan, radiowóz tutaj na wsi jest, można powiedzieć, regularnie - odpowiada Sebastian Toczek.
Burmistrz miasta i gminy Korsze Jan Adamowicz również twierdzi, iż nie wiedział o sprawie.
- Znam wszystko tylko z doniesień medialnych. jeżeli chodzi o to, co się tam działo wcześniej, nie słyszałem o żadnych antagonizmach.
- Czyli o wszystkich tych interwencjach policji, których było dziesiątki podobno, o pobiciach, o tym, iż jakiemuś mężczyźnie połamał nogi, nigdy pan nic nie słyszał?
- Nigdy nie słyszałem. Ani poprzedni sołtys, ani obecna pani sołtys nigdy mnie o takich wydarzeniach nie informowali. Nie informowała mnie również zarządca lokali komunalnych.
- A to jest ciekawe, bo my dziś rozmawialiśmy z tym poprzednim sołtysem i on nam opowiedział tę historię. A panu nie opowiedział?
- Nie.
ZOBACZ: Wysypisko pod oknami, a ma być jeszcze większe. Protest w Radomiu
Marek M. zapewnia, iż nic złego nie robi.
- Czy o ile ja bym wioskę terroryzował przez 15 lat, to przeciwko mnie wystąpiłoby tylko 15 osób? To jest jeden wielki układ i szkalowanie mnie. Po prostu oni mnie nie lubią - uważa.
Pan Sebastian wielokrotnie informował policję o atakach Marka M. Jednak jak dotąd nie uzyskał żadnej pomocy. w tej chwili sprawę ma zbadać prokuratura.
- Po tym jak mnie spoliczkował, pobił po twarzy, pojechałem na komisariat policji celem złożenia zawiadomienia. Wyszło trzech panów policjantów i powiedzieli do mnie krótko: jak masz pan 1000 zł, to załóż pan sprawę cywilną, bo my nic nie możemy zrobić - twierdzi Sebastian Toczek.
Cały reportaż Jana Kasi można zobaczyć na stronie programu "Interwencja".


2 godzin temu




![Strażacy uratowali mienie warte 2 miliony. Znamy szczegóły pożaru w Gierwatach [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/pozar_gierwaty_podsumowanie.png)







English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·