Bąkiewicz i jego ludzie zakuci w kajdanki. "Została zatrzymana jedna osoba"

2 godzin temu

"Kordon niemieckiej policji i aż dziewięć radiowozów brutalnie zablokowało nam umieszczenie krzyża pod głazem" upamiętniającym Polaków zamordowanych przez Niemców podczas II wojny światowej - przekazał Robert Bąkiewicz. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór potwierdził Interii, iż do interwencji faktycznie doszło i zatrzymana została jedna osoba. Media podają, iż może chodzić o samego Bąkiewicza.

X/@RBakiewicz
Robert Bąkiewicz z grupą Polaków w Berlinie. Doszło do interwencji policji

Maciej Wewiór, pytany o konkretny zarzut i o to, czy w zdarzeniu ktoś został poszkodowany, odparł: "szczegóły tego zajścia wyjaśnia konsul, jak tylko otrzymamy informacje, to będziemy je przekazywać na bieżąco".

ZOBACZ: Policjanci zatrzymali Polaka. Przed więzieniem uratował go szef Niemiec

W rozmowie z Interią rzecznik MSZ potwierdził, iż do interwencji niemieckiej policji wobec grupy Polaków faktycznie doszło i iż zatrzymana została jedna osoba.

Po godz. 20 w mediach społecznościowych ukazał się również wpis berlińskiej policji, która przekazała, iż we wtorek "tuż przed godziną 16:00 grupa około 15 osób w żółtych kamizelkach zebrała się w Skulpturenpark przed Reichstagiem w Tiergarten". Zgodnie z relacją funkcjonariuszy, osoby te maiły ze sobą transparenty oraz duży drewniany krzyż.

Um kurz vor 16 Uhr haben sich etwa 15 Personen mit gelben Westen am Skulpturenpark vor dem Reichstag in #Tiergarten zusammengefunden. Mit Transparenten, einem großen Holzkreuz und unter lauten Ausrufen wollten sie zum polnischen Gedenkstein laufen. Ein solcher Aufzug zu einem… pic.twitter.com/6NgLcHRZHR

— Polizei Berlin (@polizeiberlin) June 16, 2026

Przemarsz został tym osobom uniemożliwiony. Grupie za pośrednictwem tłumacza zaproponowano kontynuowanie demonstracji w innym, wskazanym z góry miejscu lub udanie się do miejsca pamięci w pojedynkę. "Kiedy grupa mimo to ruszyła wspólnie z krzyżem i transparentami w kierunku głazu, nasze siły interwencyjne dokonały sześciu zatrzymań" - czytamy w komunikacie, dodając, iż po zakończeniu policyjnych działań wszystkie te osoby zostały "zwolnione".

Robert Bąkiewicz w Berlinie. Doszło do zatrzymań

Wydarzenia z Berlina relacjonowała Telewizja Republika, która opisała, iż niemiecka policja miała zażądać od uczestników zgromadzenia "natychmiastowego rozejścia się pod rygorem aresztowania". Ostatecznie - jak twierdzi stacja - "doszło do zatrzymań, a Roberta Bąkiewicza brutalnie zaaresztowało czterech funkcjonariuszy".

Córka Roberta Bąkiewicza, Blanka, przekazała za pośrednictwem mediów społecznościowych, iż jej ojciec po interwencji policji jest "w złym stanie". Kobieta opisała, iż jej ojciec "został brutalnie pobity" i jest "w ciężkim stanie". "Tata wymiotuje. Ma połamane żebra" - napisała Blanka Bąkiewicz, dodając, iż jej ojca zabiera karetka.

Telewizja Republika podała, iż Polacy, wobec których podjęta została interwencja, nieśli krzyż upamiętniający polskie ofiary zbrodni niemieckich z okresu II wojny światowej oraz śpiewali "Rotę". Na nagraniach udostępnionych przez stację widać, jak zgromadzeni wspólnymi siłami nieśli drewniany krzyż, wykrzykując przy tym hasło: "gestapo".

ZOBACZ: Bąkiewicz o "skandalu w trakcie procesu". Został upomniany w sądzie

W pewnym momencie wobec grupy zaczęły interweniować służby. Widać, iż doszło do rękoczynów. Jedna z osób została powalona na ziemię, a następnie uderzano ją po głowie. Po paru sekundach na glebie leżeli także inni Polacy. Wobec części z nich policja zastosowała kajdanki. - Rękę chyba mi złamali - ocenił jeden z mężczyzn leżących na ziemi. Kamery zarejestrowały także moment ujęcia Bąkiewicza.

Berlin. Polacy chcieli wnieść krzyż. Miało dojść do rękoczynów z policją

Lider Ruchu Obrony Granic w swoim wpisie na platformie X opisał, iż wobec Polaków, którzy chcieli uczcić pamięć rodaków zamordowanych przez Niemców podczas II wojny światowej, interweniował "kordon" policji. Na miejsce miało nadjechać dziewięć radiowozów. Bąkiewicz w swoim kolejnym wpisie wezwał polskiego ambasadora w Niemczech "do pilnej interwencji". "Zostaliśmy pozbawieni wolności przez Niemców. Może dojść do użycia siły wobec nas. Nie złamaliśmy prawa" - napisał.

Jak opisywał Bąkiewicz, wraz z członkami swojej formacji chciał postawić duży drewniany krzyż po głazem, który upamiętnia ofiary wojny. W realizacji tego celu Polakom przeszkodzili funkcjonariusze, którzy - jak kontynuował - zgodziliby się na przemarsz pod warunkiem, iż maszerujący pójdą dalej bez krzyża i bez plakatów.

ZOBACZ: Aktywistka pozwała Roberta Bąkiewicza. Jest wyrok sądu

- To jest skandal w tej chwili, co robią Niemcy, bo Niemcy boją się tego, co jest napisane na tych tabliczkach, bo tam jest napisana prawda, iż porwali 200 tys. dzieci, iż zamordowali sześć milionów Polaków, iż ograbili Polskę - wymieniał na antenie Telewizji Republika Robert Bąkiewicz.

"Kompromitują niemieckie władze". Czarnek o interwencji policji wobec Bąkiewicza

Do sprawy w mediach społecznościowych odniósł się Przemysław Czarnek. Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości napisał w swoim wpisie na platformie X, iż niemiecka policja podjęła "brutalną" interwencję wobec Polaków, którzy chcieli "uczcić pamięć ofiar niemieckich zbrodni". "Państwo odpowiedzialne za II wojnę światową, nie potrafi okazać elementarnego szacunku wobec pamięci swoich ofiar. Takie działania kompromitują niemieckie władze" - ocenił.

"Jeśli w stolicy Niemiec przeszkadza się Polakom w oddaniu hołdu pomordowanym rodakom, to mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko niezręcznością urzędniczą" - skomentował kandydat PiS na premiera.

ZOBACZ: "Urządza pani swoją śpiewkę". Spięcie w studiu Polsat News

Czarnek w swoim wpisie zaznaczył, iż oczekuje "natychmiastowej reakcji" od polskiego rządu. "Ambasador RFN powinien zostać wezwany do MSZ, a strona niemiecka powinna publicznie przeprosić i wyjaśnić, dlaczego pamięć o polskich ofiarach została potraktowana w taki sposób. Miliony Polaków zostały zamordowane przez Niemcy. Ich pamięć nie podlega negocjacjom" - napisał.

Idź do oryginalnego materiału