Straż Graniczna szukała firmy, która przez rok zajęłaby się nadzorem nad stanem technicznym czterech samolotów L-410. Chodzi o tzw. zarządzanie ciągłą zdatnością do lotu, czyli obowiązkowy system kontroli dokumentacji, terminów przeglądów, napraw i wszelkich działań potrzebnych, aby maszyny mogły bezpiecznie wykonywać loty. Do przetargu nie zgłosił się jednak żaden wykonawca.