Brutalnie napadał na kobiety w Warszawie. "Łomiarz" wrócił na wolność

2 godzin temu

Terroryzował całą Warszawę, atakował kobiety z zaskoczenia, metalową rurką. Zdaniem śledczych, uderzył około trzydziestu razy, pięć ofiar nie przeżyło. Słynny “Łomiarz” kilka tygodni temu wyszedł na wolność. Na kobiety w Warszawie znów padł blady strach. “Łomiarz” w przeszłości dostawał już szanse na nowe życie i za każdym razem uderzał ponownie. Materiał "Interwencji".

Polsat News
Henryk R. wyszedł na wolność, mimo iż biegli stwierdzili, iż nie rokuje poprawy

Kwiecień 1993 roku, brama przy ulicy Nowowiejskiej w Warszawie. Późnym wieczorem zostaje tu napadnięta starsza kobieta. Bandyta uderza ją w głowę ciężkim, tępym narzędziem. Kiedy ofiara traci przytomność, zabiera jej torebkę i znika bez śladu.

- Stał w takim zagłębieniu i ją zaatakował. Obudziła się na drugi dzień o 4 czy 5 nad ranem. Prawdopodobnie wcześniej odzyskała przytomność, tylko się nie chciała ruszyć, bała się - opowiada znajoma ofiary.

"Łomiarz" napadał z tyłu. Ofiary często nie pamiętały napadów, dlatego policyjną grupę, która miała go schwytać nazwano "Amnezja".

- Wybierał na swoje ofiary osoby słabsze od siebie, nie był w stanie "sprawdzić się" z bardziej poważnym przeciwnikiem. Zbrodnie "Łomiarza" doprowadziły do takiego zjawiska, które ma czasem miejsce w przypadku działania sprawcy seryjnego, czyli do tzw. psychozy strachu - mówi Łukasz Wroński z Centrum Psychologii Kryminalnej.

"Łomiarz" wyszedł na wolność. Napadał na kobiety w Warszawie

W połowie lipca ma miejsce kolejny napad. Wszystko odbywa się identycznie. Tym razem bandyta uderza na ulicy Puławskiej. Ciosy są bardzo silne, ale zaatakowanej kobiecie cudem udaje się ujść z życiem. W Warszawie rozpoczyna się mrożąca krew w żyłach seria.

- Pamiętam moment, kiedy wchodziłam do bramy. Pamiętam odgłos, jakby ktoś uderzył w drzwi. Chciałam odwrócić się w stronę tego odgłosu... i od tego momentu nic nie pamiętam - zeznała napadnięta Ewa K.

- W gazetach pojawiały się portrety pamięciowe, one przedstawiały adekwatnie chłopca, takie dziecko - komentuje Bartłomiej Mostek, niewykrytezbrodnie.pl.

W ciągu pół roku w centrum Warszawy dochodzi do prawie trzydziestu kolejnych napadów. Wszystko wskazuje na to, iż dokonuje ich ten sam człowiek. Narzędzie, którym się posługuje, to łom lub stalowa rurka. Pięć kobiet nie przeżywa jego napaści.

ZOBACZ: "Łomiarz" wyszedł na wolność. Zdaniem biegłych może znów zaatakować

- Po jednym z napadów wszedł do sklepu i wtedy sklepikarz zauważył, iż Henryk R. ma zakrwawioną rękę. Wówczas doszło do połączenia tego wszystkiego, iż Henryk R. to jest Łomiarz - opowiada Mikołaj Podracki, autor podcastu Miejsce Zbrodni.

- Okazał się, iż to taki "chłoporobotnik". To był rodzaj lumpa, który żył z dnia na dzień - mówi były policjant Dariusz Janas.

"Łomiarzem" okazał się 30-letni wówczas Henryk R., mieszkaniec Konstancina. Recydywista. Atakował podczas przepustek z więzienia. Przed sądem udało mu się jednak udowodnić tylko jeden napad. Trafił wtedy za kraty na 15 lat.

W czerwcu 2008 roku "Łomiarz" wyszedł na wolność. Pół roku później uderzył ponownie. Tym razem w Piasecznie. Jego ofiarą padła starsza kobieta. Gdy został zatrzymany, miał przy sobie wycinki prasowe z artykułami na temat poprzednich napadów.

- Pamiętam jak tutaj się kręcił swojego czasu. Miał dziwne oczy, twarz zimna taka, bez uczuć. Zrobił mi tu awanturę za pierwszym razem, jak został wypuszczony. Chciał, żeby go wpuścić do mieszkania. "Chyba pan sobie żartuje", mówię, "proszę stąd odejść, bo zaraz zadzwonię na policję" - wspomina była sąsiadka Henryka R.

"Jego życiem jest napadanie na kobiety"

Henryk R. trafił za kraty na siedem kolejnych lat. Wyrok odsiedział w więzieniu w Łowiczu. W 2016 roku, ponownie wyszedł na wolność. Zaatakował niemal natychmiast. Tym razem 71-letnią kobietę. Zatrzymano go jeszcze tego samego dnia. Krótko po tym, "Łomiarz" usłyszał kolejny wyrok - dziesięciu lat więzienia.

- Czemu ktoś tak robi? Odpowiedź nie jest prosta, a zarazem przerażająca. Jego życiem jest napadanie na kobiety. To jest coś, co go określa. Co tam może się zmienić w tym momencie? - zastanawia się Łukasz Wroński.

ZOBACZ: Pochował dziecko i żonę. Teraz musi spłacić teściów

- Znajdujemy się w Łowiczu, to jest miejsce ostatniego napadu dokonanego przez "Łomiarza", taki ciemny zaułek, trochę jak w Kubie Rozpruwaczu. Ciekawostka, iż to jest pięć minut piechotą od zakładu karnego, w którym siedział. Jedyne, co go może teraz powstrzymać od napadów, to jest stan zdrowia. Nic innego - opowiada Bartłomiej Mostek.

- Pan wykazywał kompletny brak krytycyzmu co do swojego działania. To znaczy, choćby o ile przyznawał pewne fakty, to nie widział w tym nic złego. Proszę pamiętać, iż rozmawiamy o osobie, u której zdiagnozowano osobowość dyssocjalną, i to w takim nasileniu, które zdarza się niezwykle rzadko - mówi Grzegorz Gała z Sądu Okręgowego w Łodzi.

"Wymiar sprawiedliwości nigdy w pierś się nie zabije"

Kilka tygodni temu "Łomiarz" znowu wyszedł na wolność, mimo iż biegli stwierdzili, iż nie rokuje poprawy. Sąd nie zdecydował się umieścić go w ośrodku w Gostyninie. Zamiast tego założono mu elektroniczną bransoletę.

- Był już u nas widziany w Konstancinie - słyszymy od okolicznej mieszkanki.

- Zastanawiające jest to, dlaczego nie został umieszczony w Gostyninie. W ośrodku dla osób ze zdiagnozowaną zaburzoną osobowością, które tam podlegają takiemu procesowi leczniczemu - podkreśla Łukasz Wroński.

To pytanie zadaliśmy w sądzie.

ZOBACZ: "Nie chcemy być skansenem". Mieszkańcy walczą z konserwatorem

- Biegli, którzy go zbadali w Zakładzie Karnym, stwierdzili, iż istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo powrotu do popełniania przestępstw. Ten pan odbył jednak w całości karę, która została prawomocnie wymierzona. Muszą istnieć określone warunki psychiatryczne i psychologiczne, które wymuszają na nas umieszczenie takiej osoby w takim zakładzie. Pan Henryk R. tych kryteriów nie spełniał. Po ulicach chodzi kilkaset tysięcy potencjalnych zabójców. Nie nakładajcie państwo na sąd obowiązku przewidywania, iż któryś z nich popełni ponownie przestępstwo - tłumaczy Grzegorz Gała z Sądu Okręgowego w Łodzi.

- Wymyślono, iż dostanie tylko obrączkę do pilnowania. A co będzie, jeżeli z tą obrączką kogoś napadnie i zabije? Przecież ta obrączka nie obroni ofiary przed napadem szaleńca - komentuje były policjant Dariusz Janas.

- jeżeli dojdzie do kolejnego ataku, to winny będzie wymiar sprawiedliwości. Tylko iż wymiar sprawiedliwości nigdy w pierś się nie zabije - komentuje Mikołaj Podracki, autor podcastu Miejsce Zbrodni.

Cały reportaż Rafała Zalewskiego można zobaczyć na stronie programu "Interwencja".

WIDEO: Wiceminister zapewnia ws. KPO. "Ani złotówka nie poszła na kluby swingersów ani jachty"
Idź do oryginalnego materiału