Przed składem sędziowskim pod przewodnictwem sędziego Mirosława Leszczyńskiego stanęła długa lista świadków – w tym wezwani lekarze, ratownicy z drugiego zespołu pogotowia oraz policjant z patrolu prewencji – których relacje pozwoliły zrekonstruować nieznane dotąd kulisy napaści. najważniejsze okazały się relacje członków drugiej karetki oraz mundurowych. Opisali oni wejście do mieszkania, zachowanie napastnika oraz techniczną stronę dramatycznej akcji reanimacyjnej prowadzonej w metrowym korytarzu, podczas której Cezary L. zdążył jeszcze wyszeptać, iż jest mu duszno. Do akt sprawy trafiły zaświadczenia medyków ze szpitalnego oddziału ratunkowego, potwierdzające chirurgiczne szycie czterocentymetrowej rany dłoni Mateusza M. oraz przymusową hospitalizację oskarżonego na oddziale chirurgii, gdzie pilnowany przez funkcjonariuszy Adam Cz. oświadczył lekarzowi, iż doznał całkowitego zaniku pamię
ci.Majowe rozprawy obnażyły drastyczne rozbieżności pomiędzy wersjami podawanymi w tej chwili przez partnerki Adama Cz. a ich pierwotnymi relacjami zapisanymi w policyjnych protokołach ze śledztwa. Kolejne posiedzenie sąd zaplanował na
lipiec.Relacja z pierwszej rozprawy ws. zabójstwa ratownika medycznego:40 lat w służbie pogotowiaRozprawa z piątku, 15 maja, rozpoczęła się od zdalnego przesłuchania wdowy po zamordowanym medyku. Kobieta, z zawodu pielęgniarka, zeznawała przez transmisję wideo z Sądu Rejonowego w Białej Podlaskiej, łącząc się bezpośrednio z salą rozpraw w Siedlcach. Z trudem powstrzymywała łzy i wprost oświadczyła, iż nie ma siły ani wiedzy, by rozmawiać o szczegółach samego momentu napaści, ponieważ informacje na ten temat posiada wyłącznie z drugiej ręki.Sąd skupił się więc na odtworzeniu drogi życiowej i zawodowej ofiary, a także na odczytaniu protokołów z wcześniejszych przesłuchań kobiety. Wdowa opisała wieloletnią służbę męża w strukturach ratownictwa medycznego. Cezary L. w chwili tragicznej śmierci miał 64 lata i zbliżał się do wieku emerytalnego, jednak cały czas pozostawał aktywny zawodowo. Pracował na umowę-zlecenie w stacji Meditrans Siedlce, gdzie od około trzech lat brał wymagające, 24-godzinne dyżury. Równolegle, od lat 80. był na stałe zatrudniony w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białej Podlaskiej.Z relacji żony wyłonił się obraz człowieka całkowicie oddanego swojej profesji, który uprawnienia ratownika medycznego zdobył około 20 lat temu. Wcześniej był kierowcą karetki. Podkreślała, iż mąż był w pełni zdrowy, nie przyjmował na stałe żadnych leków i miał niezwykle spokojne, wyważone usposobienie. Był powszechnie lubiany przez współpracowników z obu stacji, z którymi utrzymywał stałe kontakty telefoniczne także prywatnie. W swojej wieloletniej karierze nigdy nie spotkał się ze skargami ze strony pacjentów, nie przechodził postępowań dyscyplinarnych, a za swoją nienaganną służbę wielokrotnie otrzymywał pochwały od dyrekcji. Żona zaznaczyła również, iż Cezary L. nigdy nie bał się wyjazdów do pacjentów, nie narzekał na warunki pracy i nigdy nie przejawiał jakiejkolwiek agresji czy uprzedzeń wobec osób pod wpływem alkoholu, do których systematycznie wzywano
pogotowie.Czytaj też: 6-latek wezwał pomoc do pijanej matki. Miała blisko 2,5 promila i narkotyki w domu„Chciał wrócić do więzienia”Najwięcej czasu podczas piątkowej rozprawy sąd poświęcił na przesłuchanie obecnej partnerki oskarżonego, w której wynajmowanym mieszkaniu rozegrał się dramat. 54-latka przedstawiała Adama Cz. jako człowieka niezwykle spokojnego, grzecznego i pomocnego, który nigdy nie używał wobec niej przemocy, pomagał przy pracach domowych oraz przeprowadzkach, a przy alkoholu potrafił siedzieć spokojnie przez wiele godzin. Stanowczo zaprzeczała też, iż oskarżony jest uzależniony od alkoholu, mimo tego, iż z przeprowadzonej obserwacji w szpitalu psychiatrycznym wynikało zupełnie coś innego.– Biegli wskazali, iż u Adama Cz. zachodzi wysokie ryzyko ponownego popełnienia czynów podobnych w związku z uzależnieniem od alkoholu – przekazał jeszcze w lutym prokurator Prokuratury Okręgowej w Siedlcach Bartłomiej Świderski.Sędzia Anita Kowalczyk-Makuła gwałtownie obnażyła rażące sprzeczności między tymi zapewnieniami a protokołami z policji, które kobieta podpisała bezpośrednio po zbrodni. Świadek, wyraźnie zmieszana, próbowała tłumaczyć rozbieżności ogromnym szokiem, stresem oraz faktem, iż na komisariacie i w sądzie znalazła się pierwszy raz w życiu. Gdy na sali rozpraw zaczęto drążyć temat incydentów z przeszłości, przedstawicielka oskarżyciela posiłkowego pytała kobietę o sytuację, w której miała podbite oko. Świadek uparcie twierdziła jednak, iż Adam Cz. nigdy jej nie uderzył, a tamto obrażenie było efektem niefortunnego wypadku. Przedstawicielka oskarżycieli posiłkowej przypomniała wówczas kobiecie o dawnej interwencji policji w jej mieszkaniu. Kobieta próbowała umniejszać tamto zdarzenie, tłumacząc, iż oskarżonemu „poszła piana z ust” i jedynie machał rękami, a mundurowych wezwała tylko dlatego, iż jako kobieta po prostu się bała. – Tak po prostu machał, to nie było na mnie – twierdziła. Nie potrafiła jednak wskazać na kogo miał się wtedy zamachiwać.Jak ujawniono na sali rozpraw, oskarżony w przeszłości spędził za kratami łącznie 16 lat, odsiadując wyroki za kradzieże oraz pobicia. Po wyjściu na wolność mężczyzna okazał się całkowicie bezradny – nie pracował ze względu na stan zdrowia po przebytym zawale serca, a jego jedynym legalnym dochodem był zasiłek z pomocy społecznej w kwocie 800 zł, z czego 750 zł musiał przeznaczać na opłacenie własnego pokoju. Partnerka przyznała przed sądem, iż pomagała mu finansowo i regularnie dokarmiała. Potwierdziła również, iż mężczyzna głośno ubolewał nad swoim losem i tęsknił za życiem w zakładzie karnym.– Oglądaliśmy akurat w telewizji program o więzieniach i on mówił wtedy, iż w zakładzie karnym jest lepiej, bo miałby tam emeryturę dożywotnią, telewizję, jedzenie i opierunek. Narzekał, iż finansowo po prostu nie daje sobie rady na wolności – zeznała na sali rozpraw, próbując bagatelizować te słowa jako niezobowiązujące pogawędki.Sędzia odczytała także jej pierwotne, znacznie bardziej jednoznaczne zeznania z postępowania przygotowawczego, w których kobieta wprost stwierdziła: „Ostatnio mówił, iż on musi kogoś zabić, gdyż on sobie nie poradzi, bo nie ma za co żyć i chce wrócić do więzienia”. Zapytana przez prokuratora, dlaczego wtedy spontanicznie przekazała śledczym tak porażający fakt, wykręcała się twierdzeniem, iż mogła być wówczas jeszcze pod wpływem emocji i alkoholu z poprzedniego
dnia.Czytaj też: Myślała, iż ratuje córkę. 72-latka z Krasnegostawu w środku nocy oddała pieniądze i biżuterię nieznajomemu mężczyźnieMiał przy sobie nóżWażne informacje przyniosła rozprawa z 18 maja, podczas której zeznawała była partnerka Adama Cz., mieszkająca drzwi w drzwi z jego obecną konkubiną. Świadek przed sądem opisywała 59-latka jako spokojnego człowieka. Na sali sądowej zmieniła to, co mówiła wcześniej w śledztwie, próbując wybielić oskarżonego. Robiła to bezpośrednio na oczach Adama Cz., który siedział na ławie oskarżonych i uważnie się temu przysłuchiwał. Dokładnie to samo podczas wcześniejszego przesłuchania robiła jego obecna konkubina. Sędzia odczytała protokoły z jej wcześniejszych przesłuchań ze śledztwa, upominając przy tym kobietę o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań i wskazując na rażące rozbieżności w jej relacjach.Z odczytanych dokumentów wynika, iż Adam Cz. już wcześniej dwu- lub trzykrotnie atakował kobietę nożem. Do tych sytuacji dochodziło w jego mieszkaniu, gdy podczas wspólnego picia alkoholu próbowała wyjść. Oskarżony groził jej wtedy śmiercią i ranił ostrzem w rękę i nogę. Po jednym z tych ataków ranna trafiła do szpitala, a Adam Cz. już wtedy groził interweniującym ratownikom medycznym. Ponadto świadek wyjawiła śledczym, iż mężczyzna stale nosił przy sobie nóż na miasto, a przed tragedią wprost zapowiadał, iż musi kogoś zabić, bo nie ma za co żyć i chce wrócić do więzienia.W aktach sprawy znalazł się również opis zdarzenia z końcówki 2024 r. Podczas spotkania w mieszkaniu obecnej partnerki Adama Cz., oskarżony wyciągnął nóż i ruszył na obecnego męża swojej byłej konkubiny. Doszło do szamotaniny. Zaatakowanemu mężczyźnie, który wypił mniej alkoholu, udało się obezwładnić agresora i odebrać mu narzędzie. Po tym zdarzeniu małżeństwo całkowicie zerwało z nim
kontakt.Po zapoznaniu się z odczytanymi dokumentami ze śledztwa, kobieta nie podtrzymała swoich dzisiejszych słów z sali rozpraw. Przed sądem podsumowała krótko: „Skoro tak wtedy mówiłam, to widocznie tak było”.