Czekam na Paragrafa / Legion

publixo.com 2 godzin temu


Paragraf Arsene z lupą skradał się nocą przez Publixo jak kot, któremu ktoś obiecał mleko, ale zapomniał powiedzieć, gdzie je postawił.

Jego kita sterczała wysoko, dumnie i podejrzanie, jak maszt na statku płynącym donikąd.

Nagle zatrzymał się, uniósł łeb i zamiauczał przeciągle, aż wszystkie przecinki zadrżały w swoich zdaniach.

Miau — powiedział Paragraf Arsene z lupą.

Potem rozejrzał się podejrzliwie, jakby właśnie odkrył wielką tajemnicę gramatyki.

Przycisnął lupę do oka i zobaczył przez nią coś strasznego.

Było to zdanie.

Zdanie miało podmiot, orzeczenie i choćby sens, więc Arsene natychmiast uciekł.

Pobiegł za regał, przykucnął i zaczął się skradać.

Raz w lewo, raz w prawo, raz do przodu, a potem znowu w lewo, ponieważ prawo było chwilowo zajęte.

Nagle wyskoczył w powietrze.

Zrobił salto.

Potem drugie.

Przy trzecim zgubił lupę, ale nie zgubił miny człowieka, który właśnie odkrył filozofię.

Spadł na cztery łapy.

Kita przez cały czas sterczała.

Paragraf Arsene z lupą był gotowy do dalszej działalności.

I wtedy stało się coś niezwykłego.

Kot zniknął.

Na jego miejscu pojawił się Paragraf.

Paragraf Arsene z lupą.

Straszliwy, tajemniczy i wyposażony w słownictwo tak ubogie, iż można było w nim urządzić pustynię.

Wszedł na Publixo i rozejrzał się po wszystkich stronach.

Tu komentarz, tam komentarz, tutaj metafora, a tam przecinek, który najwyraźniej nie wiedział, po co istnieje.

Arsene zaczął mówić.

Mówił długo.

Mówił dużo.

Mówił wszędzie.

Nikt nie wiedział dokładnie, co mówił, ale wszyscy wiedzieli, iż mówił.

Jego rozumienie było jak strumień bez źródła, który płynął pod górę i nigdy nie docierał do wody.

Jego mowa była jak trwa, tylko iż bez zielonego i bez pożytku.

Czasami pojawiało się słowo wielkie, ciężkie i napuszone, ale po dokładniejszym obejrzeniu okazywało się puste w środku.

Paragraf Arsene z lupą nie przejmował się tym jednak ani trochę.

Pełno go było wszędzie.

W komentarzach, w zaułkach, między akapitami, pod tekstami i obok tekstów, a czasem choćby tam, gdzie tekstu jeszcze nie było.

Straszył, śmieszył i przestraszał jednocześnie.

Jego upiornie ubogie słownictwo sunęło przez Publixo niczym mgła nad bagnem.


A kiedy ktoś próbował go dogonić znaczeniem, Arsene natychmiast wcielał się z powrotem w kota.

Sterczała kita.

Lupa błyszczała.

Miau.

I już go nie było.

Strzeżcie się Paragrafa Arsene z lupą!
Idź do oryginalnego materiału