Napadła na dwie kobiety. Przyczyną była ich narodowość

2 godzin temu

Dozorem policyjnym została objęta 35-letnia mieszkanka Poznania, która jest podejrzana o znieważenie dwóch Ukrainek z uwagi na ich narodowość. Jedna z ofiar nagrała przebieg zdarzenia swoim telefonem, co pozwoliło na ustalenie tożsamości Moniki B. i jej zatrzymanie.

Mapy Google / Polsat News
Poznań. 35-latka podejrzana o napaść na dwie Ukrainki (zdj. ilustracyjne)

O sprawie poinformowała we wtorkowym komunikacie Prokuratura Okręgowa w Poznaniu, wskazując, iż w sobotę w mieście doszło do przykrego incydentu. Do dwóch Ukrainek podeszła 35-latka, która następnie miała dopuścić się napaści na tle narodowościowym.

ZOBACZ: Areszt dla 35-letniej Ukrainki. Miała podpalić włosy innej kobiety

Kobieta miała znieważyć obie pokrzywdzone "słowami powszechnie uznawanymi za wulgarne". Dodatkowo wobec jednej z Ukrainek 35-latka miała zastosować przemoc fizyczną, ciągnąc ją za włosy i część z nich wyrywając. Doprowadziło to do powstania lekkich obrażeń ciała u zaatakowanej kobiety.

Podeszła do dwóch Ukrainek i je zaatakowała. Monika B. może trafić do więzienia

Monikę B. udało się ująć dzięki temu, iż jedna z pokrzywdzonych nagrała przebieg zdarzenia swoim telefonem. Jak podkreśliła poznańska prokuratura, zebrane dowody potwierdziły, iż pokrzywdzone zostały napadnięte z powodu ich przynależności narodowościowej. 35-latka podczas przesłuchania przekonywała jednak, iż szarpała się z pokrzywdzonymi, ponieważ broniła się przed nimi.

ZOBACZ: Pijane pielęgniarki dyżurowały w szpitalu. Interweniowała policja

Podejrzana usłyszała prokuratorskie zarzuty stosowania przemocy oraz znieważania i naruszenia czynności ciała na tle ksenofobicznym. Zastosowano wobec niej dozór policyjny. Dodatkowo na kobietę nałożono zakaz kontaktowania się i zbliżania się do ustalonej pokrzywdzonej. Grozi jej kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

WIDEO: Głosował inaczej niż reszta PiS. Teraz Szczucki wyjaśnia. "Chcieliśmy dać wyraz"
Idź do oryginalnego materiału