Dochodziła siedemnasta. Na telefon Marleny zadzwoniła kuzynka Agata. Krzyczała histerycznie do słuchawki, była przerażona. Trudno było wyłuskać pojedyncze słowa, nie mogła się uspokoić. Marlena zrozumiała jednak, iż córka Agaty nie żyje, iż coś jej się stało. Zabrała swoją córkę i pojechały taksówką na ulicę Chłodną. Pod blokiem stała już policja, nie chcieli wpuścić zaniepokojonych kobiet do mieszkania na poddaszu. Dopiero lekarka z karetki przekonała funkcjonariuszy, iż Agacie ich wsparcie może być teraz niezbędne.
REKLAMA
Miało cię nie być5 lutego 2014 roku były imieniny Agaty. Matka Martyny zaprosiła z tej okazji swoją koleżankę Bożenę i we trzy napiły się po lampce wina. 20-latka była tego dnia bardzo radosna, znalazła choćby chwilę, by spotkać się pod blokiem z przyjaciółką. Później obie z matką poszły spać. - Wstałam o 6.30, nie jadłam śniadania. Ubrałam się w białą koszulę, czarne spodnie, botki na obcasie i szare futro. Nie sprawdzałam nawet, czy Martyna śpi. Drzwi do jej pokoju były uchylone, żeby nasz kot mógł swobodnie się przemieszczać. Nie mówiłam nic do córki, po prostu wyszłam, bo śpieszyłam się na pociąg do pracy - opisała Agata. Tak zresztą wyglądały wszystkie jej poranki, podobnie jak powroty do domu. Wracała "wukadką" na Dworzec Centralny, a później tramwajem wzdłuż alei Jana Pawła II do przystanku pod Halą Mirowską. - Po drodze do bloku nikogo nie spotkałam. Zajrzałam do skrzynki na listy, wyjęłam rozliczenie ze wspólnoty i poszłam na górę. Chciałam otworzyć górny zamek w drzwiach, ale okazało się, iż nie jest zamknięty - wspominała. Złapała za klamkę i weszła do środka. W łazience paliła się żarówka przy lustrze, którego używały do makijażu. Agata nie spodziewała się, iż Martyna będzie o tej porze w domu. Od południa do późnego wieczora miała pracować we włoskiej restauracji na Powiślu."Martyna, a co ty tu robisz? Miało cię nie być!" - zawołała Agata, ale nikt nie odpowiedział. Zdenerwowana wpadła do rozświetlonej łazienki. Wszędzie – na ścianach, na podłodze - było pełno krwi, jej ukochane dziecko leżało nieruchomo w wannie. Kobieta wybiegła na korytarz, zaczęła krzyczeć, dzwoniła po pomoc. - Wróciłam jeszcze raz do mieszkania, żeby sprawdzić, czy mi się to nie śniło. Nie wierzyłam w to, co widzę - zeznała.Pani Agata w torebce córki znalazła jogurt pitny. To znaczy, iż była już spakowana i gotowa, aby wyjść do pracy. Martyna pracowała w pizzerii od jesieni 2013 roku, była zadowolona i nie miała w niej żadnych kłopotów. Robiła plany, miała marzenia i nadzieje. Rano rozmawiała z Dianą. Przyjaciółka zapamiętała, iż dziewczyna była w świetnym nastroju. To było ostatnie odebrane połączenie, "nawiązane siedem godzin temu" – przeczytał na urządzeniu policjant. Czy niedługo po tej rozmowie zginęła?Czytaj także:
Dostał 25 lat, bo policja dała mu kanapkę. Obrońcy żądają wznowienia sprawy zabójstwa EmiliiRozsądna dziewczyna i dziwakAgata i Martyna mieszkały na Chłodnej same. Ojciec od lat żył osobno, kontakty mieli sporadyczne, ale życzliwe. Mimo rozpadu rodziny, dobrze sobie radziły w życiu. Obie pracowały, Martyna dodatkowo studiowała zaocznie kosmetologię. Próbowała sobie też układać życie miłosne, choć na tym polu jej się nie wiodło. Była śliczną, drobną blondynką o anielskim uśmiechu i mogłaby skraść serce każdemu mężczyźnie.
Uczucia ulokowała w Sebastianie, który nie potrafił zdecydować, czego chce. Mieszkali choćby kilka miesięcy ze sobą, gdy wreszcie on stwierdził, iż "może być kochankiem, ale na pewno nie mężem". Sebastian niedługo wyjechał do pracy do Niemiec i niemal wprost wyznawał zakochanej w nim dziewczynie, iż nie jest jedyną, którą zaprasza do łóżka. Martyna żaliła się przyjaciółkom, często przez niego płakała i jednocześnie wierzyła, iż coś się zmieni. - On powtarzał, iż będzie lowelasem jak jego tata, bo jedna kobieta to za mało. Dziwiło nas, iż taka fajna, ładna i inteligentna dziewczyna jak Martyna nie może sobie znaleźć normalnego chłopaka. Sebastian był dziwny, interesowały go militaria, jadowite pająki, nosił przy sobie nóż. Ona była rozsądna, nie nadużywała alkoholu, nie zadawała się z podejrzanym towarzystwem. Dlaczego się na to godziła? - zastanawiała się Paula, kuzynka Martyny.Sebastian mógłby pasować na potencjalnego sprawcę, gdyby nie fakt, iż nieprzerwanie przebywał za granicą i miał solidne alibi. Więc kto? Mało prawdopodobne, by do mieszkania na zaadaptowanym strychu w kamienicy morderca dostał się przez przypadek. Trzeba wiedzieć, iż tam na górze są jakieś lokale. I pokonać furtkę na ostatnim piętrze. Zabójca musiał szukać właśnie Martyny.Typ spod czternastki- Ona była bardzo rozsądna, miała wszystko przemyślane, poukładane, była spokojna, wręcz flegmatyczna. Raczej nie działała pod wpływem impulsu. Nie sądzę, żeby wpuściła do mieszkania kogoś obcego. Mogę przypuszczać, iż znała sprawcę - podsumowała kuzynka, gdy przesłuchujący ją policjant próbował zawęzić listę podejrzewanych.A z sąsiadami? - Nie było żadnych zatargów. Z Kamilem z dołu się wychowywała. On jest z trudnej rodziny, ojciec się nad nim znęcał. Później znalazł dziewczynę, mieli dziecko, zostawiła go w zeszłym roku i trochę sfiksował. Leczył się w szpitalu na Sobieskiego, bo strasznie to przeżył. Nie wiem, czy mógł zrobić Martynie krzywdę, ale to o nim pomyślałam, myśląc o tym zdarzeniu. Sprowadzał dziwne towarzystwo - przyznała krewna ofiary.
Czytaj także:
Zwabili Kornelię do lasu w Konstancinie. "To była egzekucja"Policja rozpytała wszystkich mieszkańców budynku. O "Kamilu spod czternastki" trudno było usłyszeć dobre słowo. "Wieczorami przebywa na podwórku, może mieć do czynienia z narkotykami, napadami, kradzieżami i prawdopodobnie jest niezrównoważony psychicznie. Sąsiedzi unikają tego sąsiada, obawiają się go" – napisał funkcjonariusz w służbowej notatce. Urządzał imprezy, wydzierał się i nie przestrzegał żadnych zasad. Ale 6 lutego nikt go nie widział. Nie było żadnej awantury ani podejrzanych krzyków niosących się po klatce schodowej.Znienawidzony przez lokatorów chłopak przepadł jak kamień w wodę, nie wrócił na noc do domu. Jego mama, która od kilku tygodni mieszkała pod innym adresem, dzwoniła do syna informując, iż szuka go policja. Nie przejął się tym za mocno. Balował z nastolatkami na Pradze.Zapalimy buszka?Funkcjonariusz z wolskiej komendy w notatce urzędowej bardzo dokładnie opisał to, co zastał na ostatnim piętrze kamienicy na Chłodnej: "Leżała w wannie na plecach z widoczną otwartą raną lewej strony szyi. Obecny na miejscu lekarz pogotowia wystawił kartę medycznych czynności ratunkowych z opisem, zgon przed przybyciem, noszący znamiona przestępstwa. Pacjentka znaleziona martwa w wannie z podciętym gardłem bardziej po stronie lewej, z odsłoniętym gardłem i strukturami głębokimi szyi, nie ruszano zwłok. (..) Ciało oraz jej ubranie pokryte krwią. Na płytkach ścian, podłogi oraz zlewu również widoczne ślady krwi. (..) W mieszkaniu ze wstępnych ustaleń nie widać śladów plądrowania. Drzwi nie miały śladów uszkodzeń mechanicznych".Śledczy podejrzewali, iż to Kamil zabił Martynę, ale trudno było im odtworzyć przebieg wydarzeń z 6 lutego 2014 roku. "Jak chcesz, to wpadnij do mnie rano (..) napijemy się browara, zapalimy buszka" – taką wiadomość Angela otrzymała nad ranem z numeru Kamila. Nie odpisała mu, bo "nie miała nic na koncie". W końcu zadzwonił i namówił nastolatki, żeby zamiast do szkoły, wybrały się do niego, na Wolę. Dziewczyny dotarły tam około ósmej rano. Twierdziły, iż palili razem papierosy i rozmawiali, gdy gospodarz poinformował, iż musi "wyjść do sąsiada, pogadać". - Nie pytałam kto to, po prostu wyszedł. Miał na sobie szorty i klapki, na pewno nie wychodził na zewnątrz. Wrócił po dwudziestu minutach i poszedł do łazienki, chyba się mył, a potem przebrał się w jeansy. Był jakiś dziwny, zamyślony. choćby zapytałam, czy coś się stało, ale mówił, iż nic. Wyszliśmy z bloku, on coś niósł w plecaku i wyrzucił to na dach komórek garażowych koło Hali Mirowskiej - relacjonowała 14-latka. Cały dzień spędzili razem. Snuli się po Złotych Tarasach, później po Pradze, byli na spacerze z jej psem, który rzekomo ugryzł Kamila w rękę podczas zabawy. O godz. 22 mama Angeliki wyprosiła kolegę córki, ale ona chwilę później wpuściła go oknem.
Czytaj także:
"Piętnaście minut nikogo nie zbawi". To były jej ostatnie słowaPolicjanci ruszyli trasą, którą opisały dziewczyny. To właśnie dzięki ich zeznaniom na dachu garażu przy ulicy Żelaznej znaleziono zawinięte w worek należące do Kamila krótkie, sportowe spodenki, koszulkę, dwa ręczniki, taśmę elastyczną i inne rzeczy. Wszystkie ubrudzone krwią Martyny.Słyszałem głosKamil P. został zatrzymany pod zarzutem zabójstwa. Z protokołu przesłuchania wynika, iż urodził się w 1992 roku, zdobył średnie wykształcenie, nie pracował i miał wówczas na utrzymaniu 3,5-letnie dziecko. Na przedramieniu wytatuował sobie napis "Chelsea", a na klatce piersiowej liść marihuany. Podczas przesłuchania w prokuraturze był zblazowany, jakby nie do końca rozumiał, co się dzieje.- Na Chłodnej mieszkam sam, od miesiąca. W noc poprzedzającą 6 lutego brałem mefedron i rano byłem w strasznym stanie. Dzwoniłem do mamy, czy pożyczy mi pieniądze, pojechałem choćby do niej do mieszkania. Kupiła mi tylko papierosy. Nie chciała mi dać kasy, bo dzień wcześniej dostałem od niej 150 złotych i wszystko wydałem na mefedron. Byłem na zejściu - mamrotał do protokołu. Potwierdził, iż tego dnia przyjechały do niego nastoletnie koleżanki z Pragi-Północ. Zrobiły sobie u niego wagary. - W głowie słyszałem głos, iż muszę zdobyć pieniądze na narkotyki. Nóż wziąłem z domu. Nie wiem, co mną kierowało, nie pamiętam, ile razy ją dźgnąłem - wyjaśnił. Podejrzany twierdził, iż żałuje i "chciałby podjąć jakieś leczenie", ale zamiast do szpitala, trafił prosto do aresztu śledczego.Selfiki najlepszym alibi6 lutego około południa na profilach facebookowych Karoliny, Angeliki i Kamila pojawiły się radosne zdjęcia. Jak się całują, przytulają, robią głupie miny, a choćby jedna fotka, na której jedna z dziewczyn mierzy w Kamila młotkiem, oboje się śmieją. Czemu im było tak wesoło? Zeznały przecież, iż od sąsiada 22-latek wrócił przygnębiony i spięty.
Kolejne przesłuchania odbyły się już z udziałem biegłego psychologa. Okoliczności sprawiły, iż Karolina odzyskała pamięć. Do pewnego momentu zeznawała tak samo. Były papierosy, cola, tańce przed lustrem i wyczekiwanie na narkotyki, które obiecał im Kamil P. 16-latka zarzekała się, iż nie zauważyła momentu, w którym Kamil wyszedł z mieszkania. Odnotowała natomiast jego powrót. - Wbiegł do mieszkania zakrwawiony i powiedział, iż zamordował dwoje ludzi. Wiedziałam, iż miał problemy, bo wisiał kolegom 40 złotych i dług mu w kilka dni urósł do 300 złotych. Powiedział, iż jakiegoś faceta pobił, a kobiecie poderżnął gardło. Wybiegł znowu, bo w "tamtym miejscu" zostawił swoją saszetkę-nerkę, ale nie mówił, gdzie to było. Przyniósł stamtąd fanty. Dwie pary kolczyków, łańcuszek, bransoletkę i zawieszkę z delfinami oraz dwa pierścionki. Zarządził, iż ja pójdę to sprzedać do skupu złota w Hali Mirowskiej - zeznała.On się umył i przebrał, a Karolina pomogła szorować łazienkę z krwawych śladów. Opatrzyła mu też rany na dłoni, które powstały podczas szarpaniny z ofiarą. Okazało się, iż Kamil tak tłukł nożem w Martynę, iż narzędzie zbrodni się złamało i sam odniósł obrażenia. To wtedy wpadli na pomysł robienia zdjęć, które miały stanowić dowód na to, iż nie mogą mieć nic wspólnego ze zbrodnią, skoro spędzali czas w gronie przyjaciół. - Kamil nam kazał to wrzucić na Facebooka. Mówił, iż jak nas policja złapie, to mamy gadać, iż cały dzień spędziliśmy razem. Bałam się, iż jak powiem prawdę to mi też stanie się krzywda - przysięgała Karolina.Czytaj także:
"Co za k***a to zrobiła?!". Tego ranka ona krzyczała najgłośniej. Dostała dożywocieBłyskotki ukradzione Martynie okazały się nic nie warte, zrobione z połyskującego metalu. Jedynie złoty pierścionek przyniósł im 90 złotych zysku. Kamil miał wtedy moment refleksji. - O k***a, zabiłem ludzi dla 90 złotych - powiedział do dziewczyn. Ale one go pocieszały. "Czasu się nie cofnie, ale można o wszystkim zapomnieć i się naćpać" – rzuciły. Za pieniądze ze złota kupili mefedron u dilera o ksywie "Mefisto". Naćpani pojechali do Angeliki na Pragę. Szukali też innego skupu, w którym można spieniężyć resztę biżuterii. Za srebro skradzione z domu Martyny dostali… 11 złotych.Zabrał mi całe życieZabójstwo córki było dla pani Agaty szokiem tym większym, iż życie ukochanej Martynie odebrał człowiek, którego obie dobrze znały. - On mówił do mnie: ciociu. Gdy byli młodsi, wyjeżdżaliśmy wszyscy razem na wakacje. Jego rodzina miała klucze do naszego mieszkania, a jego mama karmiła kota, gdy nas dłużej nie było - opisywała wstrząśnięta kobieta. Wiedziała, iż Kamil bierze narkotyki. Ostrzegała córkę, by nie wpuszczała go do mieszkania, ale Martyna miała słabość do kolegi z dzieciństwa. Chciała mu pomagać, jako jedyna nie dyskryminowała go, chociaż staczał się coraz niżej. Zawsze poczęstowała go papierosem, pożyczyła parę złotych, mógł korzystać z komputera u niej w domu. Traktowała go jak członka rodziny, mógł czuć się swobodnie pod ich dachem, szczególnie iż w jego własnym domu bywało różnie, burzliwie. Dobrze znał rozkład mieszkania. Wiedział na pewno, gdzie można szukać cennych przedmiotów.
- Był u nas ostatnio w Boże Narodzenie, później go nie widziałam. Moje dziecko było pogodne, dobre. Gdyby wtedy przyszedł pożyczyć pieniądze, na pewno by mu pożyczyła, nie odmówiłaby mu. Zresztą miała w portfelu gotówkę. Widać choćby nie zapytał, przyszedł, żeby zabić. Zabrał mi tego dnia całe moje życie - płakała.Nóż w nercePodczas wizji lokalnej Kamil urządził prawdziwy spektakl. Bał się wejść do bloku, w którym dokonał zbrodni. Wpadł w szał, gdy zobaczył, iż policjant wyciągnął kamerę. Zakrył się.- Ja się nie zgadzam na żadne te! – krzyczał.- Ale to jest czynność procesowa. To nie będzie nigdzie publikowane – zapewniała go pani prokurator.
- Ja się i tak nie zgadzam, bo to, co teraz powiem, może być użyte przeciwko mnie, jak to mawiają - mądrował się dalej.- Ale pan już złożył wyjaśnienia i one już mogą być przeciwko panu użyte – sprowadziła go na ziemię oskarżycielka publiczna.Zaczął mówić. Przypomniał sobie, iż 6 lutego miał wielką ochotę się naćpać, ale nie miał pomysłu skąd wziąć pieniądze. Matka mu odmówiła, a jedyną przychylną mu osobą była jeszcze tylko mieszkająca piętro wyżej Martyna. Wziął nóż, który schował w sportowej "nerce" i poszedł na górę. - To było pierwsze, co mi przyszło do głowy - wyjaśnił. Zapukał, a ona wpuściła go do środka. Zwróciła uwagę, iż jest jakiś rozdygotany i prawdopodobnie spytała "co ci się stało?", a przynajmniej on tak zapamiętał. Nie czekała na odpowiedź, była zabiegana przed wyjściem do pracy.Czytaj także:
"Stąpasz po cienkim lodzie". Wydał wyrok na prokuratoraKamil snuł się po mieszkaniu, a ona wróciła do łazienki i nachyliła nad wanną. Prawdopodobnie chciała jeszcze umyć włosy przed wyjściem. W mieszkaniu grało radio. Kamil zrobił głośniej, żeby sąsiedzi nie usłyszeli krzyków. Wszedł do łazienki i zaatakował. Nóż, który przyniósł ze sobą, zatopił w szyi przyjaciółki. Ale ona nie umarła. Żyła i walczyła o to życie. Wpadła do wanny, próbowała odpychać napastnika, który dźgał ją dalej, na oślep. Ślady, które 20-latka miała na rękach i tułowiu świadczą o walce. I o ogromnej sile, z jaką zadawane były kolejne ciosy. Po którymś razie nóż się złamał.
- Tak, szamotałem się z nią. Ona się broniła, ale nie pamiętam, co się działo. Byłem na przypale. Wiem, iż do niej nic nie mówiłem, a ona nie krzyczała - powiedział. Ale na pewno patrzyła mu w oczy.Wiedział, który pokój zajmuje Martyna. Doskonale kojarzył, gdzie sąsiadka trzyma biżuterię. Plądrowanie mieszkania nie zajęło mu wiele czasu, najwyżej kwadrans. Biegły z zakresu medycyny sądowej stwierdził, iż proces umierania trwał od kilkunastu do kilkudziesięciu minut. Grzebiąc w szafkach koleżanki musiał – według eksperta - słyszeć, jak młoda kobieta kona, ale nie zamierzał jej pomóc. Sam zresztą przyznał, iż wrócił do mieszkania ofiary tylko dlatego, iż zostawił w nim "nerkę". Upewniał się wtedy, iż Martyna nie żyje. Sprawdzał jej puls.Równia pochyłaO tym, iż z Kamilem będą problemy, wiadomo było już w dzieciństwie. Chłopak był bardzo inteligentny, zdolny, początkowo też świetnie się uczył. Niestety w spadku po ojcu dostał ciągoty do nałogów. Tata nadużywał alkoholu, wpadał w cugi i urządzał nieziemskie awantury. Bywało, iż trzeba go było odtruwać, żeby uratować mu życie. Rodzice Kamila rozstali się, gdy chłopak miał 15 lat. Jego siostra była już wówczas dorosła, miała swoje życie. Z problemami został sam.Czytaj także:
Ta zbrodnia wstrząsnęła elitami Monako. Stał za nią polski konsulKamil w gimnazjum popalał papierosy i trawkę, a w liceum zaczął pić alkohol. Miał problemy w sądzie rodzinnym, bo groził rówieśnikom i niektórzy naprawdę się go bali. Pierwszy raz trafił na izbę wytrzeźwień, mając zaledwie 16 lat. Urządził wtedy w domu pijacką aferę i potrzebna była interwencja policji. W drugiej klasie zakochał się w Oli, niedługo później okazało się, iż dziewczyna jest w ciąży. Kamil oszalał na jej punkcie. Przestał chodzić na zajęcia, bo całymi dniami pilnował partnerki i jej rosnącego brzucha. Na świat przyszedł ich syn. Zdrowy, piękny chłopczyk, ale wyczekiwanie potomka Kamil przypłacił powtarzaniem klasy, a zabawa w dom im nie wychodziła. Młodzi byli zależni od własnych rodziców, sami nie będąc gotowymi, żeby sprostać nowej roli. Chcieli się bawić, balować i jarać blanty. Kamil, chcąc zdobyć pieniądze na narkotyki, ukradł ojcu partnerki klaser z dwustoma monetami, wart około trzy tysiące złotych. Sprawa skończyła się w sądzie.
Wiadomo, iż P. maturę zdał w 2012 roku, a później poszedł do pracy. Przez kilka miesięcy obsługiwał korty tenisowe na prywatnej uczelni. Zaliczył też epizod w ochronie. Udało mu się jesienią dostać na studia na Uniwersytecie Warszawskim, na wydział chemii. Zaliczył jednak tylko jeden semestr i wziął urlop dziekański. Nie był w stanie się uczyć, bo regularnie brał narkotyki. Pożyczał pieniądze od znajomych, korzystał z "chwilówek" albo zawierał umowy telekomunikacyjne, by wyłudzić telefony, które wymieniał na mefedron.Gdy rozpadł się jego związek, Kamil twierdził, iż nie ma już po co żyć. Podjął dwie próby samobójcze. Spędził kilka tygodni w szpitalu psychiatrycznym, a stamtąd niemal prosto na terapię dla uzależnionych. Poszedł, odbyło się pięć, może sześć spotkań. Psycholog próbował zmotywować młodego chłopaka do walki o siebie. Kamil sam zresztą mówił, iż chciałby się ogarnąć, iść do pracy i utrzymać związek z matką syna. Lekarz zachęcał P. do leczenia stacjonarnego. Z akt wynika, iż Kamil był na liście oczekujących i miał się zgłosić na odwyk w połowie lutego 2014 roku, czyli tydzień po zabójstwie Martyny.Psychologowie ocenili, iż "wewnętrzna motywacja Kamila, aby podjąć leczenie, nie była wystarczająca, niezbędny jest aktywny udział osoby uzależnionej", a biegły toksykolog Zbigniew Wawer w swojej opinii zaznaczył, iż taka postawa P. względem uzależnienia była spowodowana przyjemnością, jaką czerpał z ćpania.Czytaj także:
"Mężczyzna musi mieć odskocznię". Gdy zabijała miesięczną córeczkę, trzeźwiał w garażuDziury w mózguKwestia sprawstwa była przed sądem bezsporna. Kamil nigdy nie tworzył wersji wydarzeń, w której Martynę mógł zabić ktoś inny. Problemem było ustalenie, czy podczas zbrodni był poczytalny. Czy mógł być tak naćpany, iż nie wiedział, co robi? Czy faktycznie słyszał jakieś głosy, które kazały mu pozbawić życia bogu ducha winną sąsiadkę? A może od brania środków odurzających uszkodził sobie mózg i stąd takie braki w pamięci?
Kamil P. został przebadany przez psychiatrów, psychologów i neurologów. W aktach można znaleźć także - wielokrotnie uzupełnianą - ekspertyzę toksykologa, który wyjaśnił sądowi, jak działa mefedron i jak długotrwałe ćpanie tego dopalacza mogło wpłynąć na zachowania P. Ustalono, iż mógł być pobudzony, euforyczny, podniecony i silnie nakręcony na przyjęcie kolejnej dawki. Głosów na pewno nie słyszał, bo nie przejawiał lęków, towarzyszących tego typu omamom. Trudno też przyjąć, iż 6 lutego mógł mieć wyjątkowo dotkliwy "zjazd", skoro przyjmował narkotyk regularnie. Działał metodycznie, planował zabójstwo i zacierał ślady.30 sierpnia 2015 roku, po ośmiu miesiącach procesu, obrońca P. złożył wniosek o wydanie wyroku bez przeprowadzania dalszego postępowania dowodowego. Chciał, by sąd skazał Kamila na 15 lat więzienia. Prokurator Elżbieta Karwowska oponowała, uważając te propozycję za "rażąco łagodną", a sama wnosiła o dożywocie. Sąd wymierzył karę, która nie usatysfakcjonowała nikogo.Pozdro zza krat- Nie jest dla sądu wiarygodne, iż Kamil P. dokonał zabójstwa, bo słyszał głosy. Tym bardziej iż głosy, o których oskarżony wspomina, to głosy, które miały oczekiwać pieniędzy na narkotyki, a nie kazały nikogo zabijać – zauważyła sędzia Danuta Kachnowicz. Niepamięć, którą zasłaniał się P., została jednoznacznie uznana za postawę obronną, wygodną dla oskarżonego. Toksykolog w swojej opinii zapewnił, iż jest szereg różnych objawów po zażyciu mefedronu, ale nie należą do nich zaniki pamięci.Kamil P. został przez sąd uznany za "zdemoralizowanego" i "bezwzględnego". Według sądu, ale też biegłych psychologów, był on w tej sprawie bardziej skupiony na sobie i dotkliwości konsekwencji, jakie go spotkają, niż na krzywdzie, jaką wyrządził. O Martynie nie mówił prawie wcale. Przepraszał tylko wtedy, gdy miał audytorium w postaci mediów licznie zgromadzonych na sali sądowej.
- Wykorzystał zaufanie Martyny, kiedy wpuściła go do domu, niczego nie podejrzewając. Pokrzywdzona nie mogła uciec sprawcy, ograniczała ją mała przestrzeń łazienki. Była słabsza od oskarżonego, który działał z zaskoczenia i bardzo szybko. Broniła się. Musiał widzieć jej strach, widział, jak cierpiała. Zdobycie niewielkiej sumy pieniędzy było dla niego ważniejsze niż cenne życie drugiego człowieka - uzasadniała wyrok sędzia Kachnowicz. Uwadze sądu nie umknęła też jego postawa po zbrodni. - Nie przejmując się zupełnie losem ofiary, plądrował jej mieszkanie w poszukiwaniu kosztowności, które mógłby następnie spieniężyć - podkreślała sędzia.Wyrok zapadł latem 2015 roku. Kamil P. został prawomocnie skazany na 25 lat więzienia, odbywa karę w trybie terapeutycznym. W aktach znalazłam jego liczną korespondencję do bliskich. Przede wszystkim taką, która nie przeszła cenzury. Wiele listów kończył słowami: "pozdro zza krat".

1 dzień temu





![The Rumjacks w Krakowie: „We were looking for some hope” [RELACJA]](https://i.iplsc.com/-/000MK26THB4O281E-C461.jpg)






English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·