43-letni pan Robert ma wyłączne prawo opieki nad dwunastoletnim synem. Jego matka weszła w konflikt z prawem, a jej obecny partner został w przeszłości skazany za kierowanie grupą przestępczą. Oboje otrzymali sądowy zakaz zbliżania się do pana Roberta i jego rodziny. To jednak nie zakończyło sporu, a ostatnia decyzja sądu tylko go podgrzała.
Obowiązkowe widzenie z matką. "Musimy go zmusić, żeby nie dostać kary"

- Przeżyliśmy horror przez te wszystkie lata, gehennę. Mojej żonie, przed przesłuchaniem, na naszej posesji zostało spalone auto. Rzucono w nie koktajlem Mołotowa w nocy. Z kolei w moim aucie zostały odkręcę śruby w jednym z kół - opowiada 43-letni pan Robert.
Mężczyzna boi się o życie swoje i syna. Wszystko za sprawą konfliktu z byłą partnerką - matką jego syna.
- Syn powinien mieć kontakt z obojgiem rodziców, jeżeli sytuacja byłaby normalna, a nie jest. Nie jest bezpiecznie - alarmuje mężczyzna.
"Tata, przyjedź, policja jest". Spór o opiekę nad synem
Pan Robert ma żonę i sześcioletnią córkę. Ma też dwunastoletniego syna z pierwszego związku. Chłopiec początkowo mieszkał z matką. Mieli opiekę naprzemienną i wszystko układało się dobrze. Do 2021 roku.
- Matka chłopca zaczęła spotykać się z mężczyzną, który w przeszłości był skazany za kierowanie grupą przestępczą. Podziwiam pana Roberta za determinację, bo on ma świadomość, na kogo się zamachnął - wskazuje Marcin Pietraszewski, dziennikarz "Gazety Wyborczej".
ZOBACZ: Napadł na policjantkę, został zastrzelony. Nowe informacje po tragedii w Wielkopolsce
- Po prostu weszła w nowy związek z niebezpiecznym człowiekiem. W 2022 roku uciekła z tym partnerem za granicę przed wymiarem sprawiedliwości. Dziecko zostawiła w domu samo. Zadzwoniła do mnie, iż musi uciekać. Potem w związku z tym została aresztowana. Jak dobrze pamiętam, po pięciu miesiącach została zwolniona warunkowo - opowiada pan Robert.
Kiedy kobieta wyszła z aresztu, pan Robert dał jej kolejną szansę. Znów opiekowali się dzieckiem naprzemiennie. Niestety pojawiły się następne kłopoty.
- Dostaję telefon od syna: tata, przyjedź, policja jest. Próbowała się tłumaczyć, była na wolności, ale za chwilę aresztowali ją po raz kolejny - mówi pan Robert.
- Kiedy się poznali, nowy partner był po wyroku, wyszedł z więzienia i prowadził działalność gospodarczą. A nikt nie wiedział, iż CBŚP prowadzi śledztwo w sprawie wyłudzania podatku, tworzenia fałszywych faktur, prania brudnych pieniędzy - informuje Marcin Pietraszewski.
Sądowa walka o opiekę nad dzieckiem
Pan Robert miał już dość. Zaczął walczyć w sądzie o opiekę nad dzieckiem. I to właśnie ojcu sąd ją powierzył. Matka chłopca i jej partner dostali także zakaz zbliżania się do pana Roberta i jego żony, a rodzina została objęta ochroną policyjną.
Matka ma zasądzone widzenia. W każdy piątek w obecności psychologa i co drugą niedzielę na dwie godziny. Ale pan Robert twierdzi, iż syn kontaktu odmawia.
- Nie chciał, za dużo przeżył, co wykazały badania sądowe. Rzecznik Praw Dziecka napisał wniosek przed sprawą, iż kontakty jednak powinny zmierzać w stronę kontaktów telefonicznych, a nie w stronę kontaktów osobistych - zaznacza ojciec.
ZOBACZ: Był tam, gdzie zakopano ciało Izabeli. Dziennikarz "Interwencji" o kulisach rozwiązania sprawy
- Najsłabszym elementem tej historii jest to, iż postępowanie przed sądem trwało…To nieludzkie, chłopiec wzbraniał się przed kontaktem z matką, widziałem filmiki, które nagrywał ojciec, to chłopak wręcz się trzęsie, jak słyszał słowo "mama", bolał go brzuch, kiedy dzwoniła - dodaje Marcin Pietraszewski.
Spór między stronami tylko zaostrzył się.
- Doszło do interwencji policji, bo przyjechała ze swoim partnerem pod nasz dom i nie chcieli odjechać. Musieli interweniować funkcjonariusze - wspomina pan Robert.
- Nie możemy wyjść spokojnie na spacer z dzieciakami, boimy się, nie wychodzimy sami – dodaje pani Klaudia, żona pana Roberta.
"Interwencja". "To jest patowa sytuacja"
Redakcja "Interwencji" chciała porozmawiać z matką chłopca. Kobieta umówiła się na spotkanie, jednak na miejscu odmówiła komentarza przed kamerą. Nie wyraziła także zgody na upublicznianie jej jakichkolwiek danych.
Chłopiec był wielokrotnie badany przez psychologów i biegłych. Sąd w Zawierciu jednak kilka tygodni temu zagroził panu Robertowi karą 700 złotych za każdy niezrealizowany kontakt syna z matką.
- W badaniach nie stwierdzono alienacji, konfliktu lojalnościowego, nie stwierdzono, iż ja negatywnie nastawiam syna do mamy. To jest więc nielogiczne. Taka decyzja sądu oznacza, iż musiałbym płacić 4-5 tys. zł miesięcznie. Skoro przez tyle lat mówimy o dobru dziecka, to zadbajmy o nie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by oni swoją więź czy kontakt kiedyś odbudowali, ale nie dziś - komentuje pan Robert.
- Jak ja to usłyszałam, to się popłakałam. Mamy go wypchnąć, a ona ma przyjść i zabrać go? On nie chce, to jest patowa sytuacja. My musimy go zmusić, żeby nie dostać kary – komentuje pani Klaudia, żona pana Roberta.
Wideo na stronie "Interwencji".
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni


2 godzin temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·