Podejrzane pożyczki dla PKOl. Żona Piesiewicza może mieć kłopoty

1 godzina temu

Żona prezesa PKOl Agnieszka Piesiewicz pod lupą prokuratury. Chodzi o pożyczenie przez komitet ponad 5,8 mln zł od trzech prywatnych podmiotów, wśród których znajdowała się żona Radosława Piesiewicza – podaje "Rzeczpospolita". Prokuratura w Gdańsku podejrzewa malwersacje finansowo-gospodarcze i prowadzi śledztwo w sprawie.

Polsat News
Podejrzane pożyczki PKOl, gdy prezesem był Radosław Piesiewicz

W 2024 roku Polski Komitet Olimpijski pożyczył od trzech prywatnych podmiotów pieniądze opiewające na łączną kwotę ponad 5,8 mln zł. Nieoprocentowane pożyczki zawarto w ramach umowy o cesję wierzytelności. Jak informuje piątkowa "Rzeczpospolita", jedna z nich, o wartości 2 mln zł, udzielona została przez Agnieszkę Piesiewicz, żonę prezesa komitetu Radosława Piesiewicza.


Drugiej pożyczki udzieliła Ewa Bachańska, żona Grzegorza Bachańskiego, prezesa Polskiego Związku Koszykówki. Trzecia z kolei zawarta została ze spółką Massimo Found, której prezesem jest radca prawny Daniel Dębiski, a właścicielem Waldemar Bronowski, także radca prawny. W spółce w tej chwili jest kurator sądowy.

Podejrzane pożyczki dla PKOl. Prokuratura bada sprawę

W marcu ubiegłego roku prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie podejrzenia malwersacji finansowo-gospodarczych w Polskim Komitecie Olimpijskim, Polskim Związku Koszykówki i Polskiej Lidze Koszykówki S.A. W każdym z tych miejsc Radosław Piesiewicz pełnił funkcję prezesa.

ZOBACZ: Przejmie obowiązki Piesiewicza. PKOI wydał komunikat


Radosław Piesiewicz miał, wedle podejrzeń prokuratury, wystawiać nierzetelne faktury VAT na w sumie 9,3 mln zł w ramach prowadzonej przez niego jednoosobowej działalności gospodarczej. Faktury miały poświadczać nieprawdę o świadczeniu usług pośrednictwa handlowego przez Piesiewicza. Prokuratura jest zdania, iż owe usługi były fikcyjne, ale nie postawiono zarzutów, a sam zainteresowany temu zaprzecza.


Jak ustaliła wspominana gazeta, wątkiem w śledztwie są właśnie trzy nietypowe pożyczki dla PKOl. Dłużnikiem organizacji ma być Międzynarodowy Komitet Olimpijski. "To tu stroną jest żona prezesa PKOl Agnieszka Piesiewicz" - podaje dziennik.

Jak działały pożyczki?

Z ustaleń gazety wynika, iż pierwszą umowę podpisano 16 kwietnia 2024 roku. Pod dokumentem nie podpisał się prezes Piesiewicz, a skarbik Grzegorz Kotowicz i sekretarz generalny Marek Pałus. Dokument zawierał zapisy o "współpracy i przystąpienia do wierzytelności z warunkową umową cesji wierzytelności z Agnieszką Piesiewicz".

ZOBACZ: Ruch ministra sportu po aresztowaniu Piesiewicza. "Wzywam zarząd PKOl"


"Rzeczpospolita" przekazuje, iż na podstawie umowy żona Piesiewicza weszła w prawa i obowiązki Polskiego Komitetu Olimpijskiego wobec Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego wymagalnej wierzytelności w kwocie 535 tys. dolarów. Daje to prawie 2,2 mln zł po ówczesnym kursie dolara.


Pod kolejnymi umowami podpisał się już sam Piesiewicz. Dwie pożyczki z 24 i 26 kwietnia podpisano z Ewą Bachańską i Massimo Found. Treść dokumentów jest podobna, a pierwszy z nich opiewa na 700 tys. zł, z kolei drugi na 3 mln zł.

Czemu miały służyć pożyczki? PKOl odpowiada

"Rzeczpospolita" zapytała PKOl o cel pożyczek. "PKOl zdecydował się na ich zawarcie w celu poprawy bieżącej sytuacji finansowej. Warunki tych umów były dla PKOl korzystniejsze niż standardowe warunki umów o podobnym charakterze (kredyt, pożyczka, faktoring itp.)" - przekazano.


PKOl dodał, iż Agnieszka Piesiewicz podpisała umowę jako osoba prywatna. Zapewnił także, iż organizacja otrzymała całą kwotę, którą obejmowała umowa, a żona prezesa Piesiewicza, Ewa Bochańska i Massimo Found nie otrzymali wynagrodzenia z tytułu podpisania dokumentów.

ZOBACZ: Piesiewicz w areszcie. Członek zarządu PKOl ujawnia kulisy obrad. "Przerywano mi, byłem obrażany"


- Skoro komitet dostał 100 procent, a druga strona nie wzięła wynagrodzenia, to ekonomicznie była to nieoprocentowana pożyczka pomostowa. Pieniądze wpłynęły do komitetu, a kontrahenci odebrali dokładnie tyle, ile dali. Zostaje pytanie ciekawsze: jak te umowy zaksięgowano? - powiedział radca Robret Nogacki w rozmowie z "Rzeczpospolitą".


- Tu ktoś oddał czas za darmo, a w organizacji żyjącej z publicznego zaufania pytanie "dlaczego za darmo" jest ważniejsze niż pytanie "ile" - dodał radca. Ile PKOl mógł zaoszczędzić na takich pożyczkach? - Osiem miesięcy nieoprocentowanego finansowania i pół miliona dolarów to przy ówczesnych stopach 20-30 tysięcy dolarów odsetek, których nikt nie wziął - odpowiedział Nogacki.

WIDEO: Piotr Müller: PiS nigdy więcej nie będzie rządziło samodzielnie
Idź do oryginalnego materiału