Podpaliła mieszkanie, ogień ugasiła woda z pękniętej rury

2 godzin temu

Czterdziestopięciolatka oblała rozpuszczalnikiem podłogę w łazience i podpaliła ją, po czym uciekła przed przyjazdem służb. Pożar zgasł sam, bo od wysokiej temperatury pękła rura przy uszkodzonym bojlerze i woda zalała ogień. Mieszkanka Siemiatycz spędzi najbliższe trzy miesiące w areszcie, a grozi jej do 8 lat pozbawienia wolności.

Wyważyli drzwi, bo w środku mógł ktoś być

Siemiatyccy policjanci otrzymali zgłoszenie o pożarze w jednym z budynków wielorodzinnych w mieście. Kiedy dotarli na miejsce, na klatce schodowej panowało silne zadymienie.

Funkcjonariusze podejrzewali, iż w mieszkaniu może znajdować się osoba potrzebująca pomocy, więc wyważyli drzwi. Po sprawdzeniu pomieszczeń okazało się, iż nikogo tam nie ma.

Dlaczego policja wyważa drzwi

Wyważenie drzwi bez zgody lokatora brzmi drastycznie, ale w takiej sytuacji jest działaniem standardowym. Przy zadymionej klatce schodowej i braku kontaktu z mieszkaniem funkcjonariusze muszą założyć, iż w środku ktoś jest i nie może sam wyjść. Czas liczy się wtedy w minutach, a w dymie znacznie krócej.

Istotny jest też sam materiał użyty do podpalenia. Opary rozpuszczalnika są łatwopalne i cięższe od powietrza, więc gromadzą się przy podłodze. Podpalenie rozlanej cieczy w zamkniętym pomieszczeniu daje gwałtowny rozwój ognia, a nie powolne tlenie.

Pożar ugasił się sam

Mundurowi ustalili, iż ktoś polał podłogę rozpuszczalnikiem i podpalił. Ogień uszkodził bojler znajdujący się w pobliżu miejsca jego powstania. Wysoka temperatura doprowadziła do pęknięcia rury, a wypływająca z niej woda ugasiła pożar.

To zbieg okoliczności, który najprawdopodobniej zapobiegł znacznie poważniejszemu zdarzeniu. W budynku wielorodzinnym ogień rozwijający się bez przeszkód zagraża nie jednemu mieszkaniu, ale całej klatce schodowej, a dym w zamkniętej przestrzeni bywa groźniejszy od samych płomieni.

Zatrzymana następnego dnia

Pracujący nad sprawą kryminalni ustalili, iż osobą podejrzaną o podpalenie jest 45-letnia mieszkanka Siemiatycz. Kobieta uciekła z budynku przed przybyciem służb. Została zatrzymana następnego dnia.

Usłyszała zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach. Decyzją sądu została tymczasowo aresztowana na okres trzech miesięcy.

Dlaczego zarzut jest tak poważny

Kwalifikacja prawna nie dotyczy zniszczenia mienia, tylko stworzenia zagrożenia. Kodeks karny traktuje sprowadzenie niebezpieczeństwa pożaru osobno od samego podpalenia, a przewidziana kara sięga 8 lat pozbawienia wolności.

Decyduje o tym miejsce. Ten sam czyn w wolnostojącym budynku byłby oceniany inaczej niż w budynku wielorodzinnym, gdzie w sąsiednich mieszkaniach przebywają ludzie, a jedyna droga ewakuacji prowadzi przez zadymioną klatkę schodową. Prawo nie wymaga, żeby ktokolwiek faktycznie ucierpiał. Wystarczy, iż zagrożenie było bezpośrednie i realne.

Tymczasowe aresztowanie nie jest karą, tylko środkiem zapobiegawczym stosowanym na czas postępowania. Do prawomocnego wyroku 45-latkę obejmuje domniemanie niewinności.

Źródło: Komenda Powiatowa Policji w Siemiatyczach

Idź do oryginalnego materiału