Policja i prokurator w Trybunale Konstytucyjnym. Święczkowski pisze do komendanta Boronia i mówi o „zamachu stanu”

6 dni temu

Prokurator w asyście policji wszedł do siedziby Trybunału Konstytucyjnego w trakcie Zgromadzenia Ogólnego Sędziów. Prezes TK Bogdan Święczkowski uznał to za „ustrojowy zamach stanu” i skierował do komendanta głównego policji gen. insp. Marka Boronia serię pytań o podstawy prawne wejścia funkcjonariuszy. Druga strona odbija piłeczkę: sędziowie wybrani przez Sejm mówią, iż to ich nie wpuszczono do budynku, więc wezwali policję, bo „kiedy łamane jest prawo, dzwoni się na policję”. Spór o Trybunał wszedł w fazę, w której o dostępie do sali obrad rozstrzyga nie regulamin, ale obecność mundurowych.

Kluczowe fakty
– 14 lipca 2026 prokurator z Prokuratury Krajowej i policjanci weszli do siedziby TK podczas Zgromadzenia Ogólnego Sędziów
– powodem było zgłoszenie o niedopuszczeniu do obrad sędziów wybranych przez Sejm; prokurator spisał dane pracowników Trybunału
– prezes TK Bogdan Święczkowski skierował pismo do komendanta głównego policji Marka Boronia z żądaniem podstaw prawnych i dokumentów z interwencji
– Święczkowski mówi o „ustrojowym zamachu stanu”; rzeczniczka TK — o „próbie zastraszenia niezależnego organu”
– sędzia Krystian Markiewicz: nie wpuszczono go do budynku, dlatego wezwał policję

Co wydarzyło się w siedzibie Trybunału

Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK miało 14 lipca zająć się sprawami organizacyjnymi i budżetem. Do głosowań nie doszło. Na sali zjawiło się osiem z piętnastu osób zasiadających w Trybunale, a do ważności obrad regulamin wymaga co najmniej dziesięciu. Kworum nie było.

W trakcie posiedzenia w gmachu pojawił się prokurator Prokuratury Krajowej, a wraz z nim policjanci. Przyszli — jak podał Trybunał — w związku ze zgłoszeniem dotyczącym niedopuszczenia do obrad części sędziów. Prokurator spisał dane pracowników TK. Obecność prokuratora i funkcjonariuszy w siedzibie Trybunału potwierdził minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek.

To właśnie ten moment — organy ścigania w budynku sądu konstytucyjnego, w trakcie posiedzenia sędziów — stał się osią sporu. Dla jednej strony to bezprawny nacisk władzy wykonawczej na niezależny trybunał. Dla drugiej — reakcja na złamanie prawa przez samo kierownictwo TK.

Pytania Święczkowskiego do komendanta Boronia

Prezes Trybunału nie zostawił sprawy bez odpowiedzi. Bogdan Święczkowski skierował do komendanta głównego policji gen. insp. Marka Boronia pismo z żądaniem wyjaśnień. Chce poznać podstawy prawne i faktyczne działań podjętych przez funkcjonariuszy, dowiedzieć się, kto zgłosił incydent i czego dotyczyło zawiadomienie, oraz otrzymać kopie notatek służbowych i innych dokumentów sporządzonych w związku z interwencją.

Święczkowski nie ograniczył się do języka urzędowego. Zdarzenie ocenił jako „kolejny przejaw ustrojowego zamachu stanu” i zapowiedział, iż bierze pod uwagę „próbę pozakonstytucyjnego i bezprawnego pozbawienia mnie wolności”. Przekonuje, iż ludzie „zdesperowani i wiedzący, iż ich czas się kończy, mogą zrobić wszystko”.

Stanowisko prezesa wsparła rzeczniczka Trybunału Weronika Ścibor. Mówiła o „bezprawnych działaniach prokuratora oraz policji”, które jej zdaniem można traktować jako „próbę zastraszenia niezależnego organu władzy sądowniczej i niezawisłych sędziów TK”. Dodała, iż Trybunał „nie ulegnie żadnej presji ze strony organów władzy wykonawczej”.

„Zamach stanu” czy „łamanie prawa”? Dwie narracje o jednym zdarzeniu

Po drugiej stronie stoją sędziowie wybrani przez Sejm, których prezes TK nie dopuścił do obrad. Krystian Markiewicz tłumaczył wezwanie policji krótko: „nie mogłem wejść do budynku Trybunału Konstytucyjnego”. Rozwijał tę myśl bez ogródek — jeżeli uniemożliwiono mu wejście i udział w zgromadzeniu, to znaczy, iż złamano prawo, a „kiedy łamane jest prawo, dzwoni się na policję”.

Święczkowski broni swojej decyzji. Markiewicza i Marcina Dziurdy nie zaprosił, bo — jak twierdzi — podczas wcześniejszej próby zwołania Zgromadzenia Ogólnego dostali się oni na salę „bez jego zgody”, co nazwał wręcz „wtargnięciem”. Kierownictwo Trybunału uznaje więc obecność tych sędziów za bezprawną. Sędziowie wybrani przez Sejm uznają za bezprawne to, iż się ich nie wpuszcza. Każda strona zarzuca drugiej łamanie prawa i każda powołuje się na tę samą konstytucję.

Rząd na razie mówi mało. Minister Waldemar Żurek potwierdził fakty, ale rozbudowanego uzasadnienia działań prokuratury i policji brakuje. Nie ma też publicznej odpowiedzi komendanta Boronia na pismo prezesa TK.

O co naprawdę toczy się spór: ślubowanie i skład Trybunału

Awantura o wejście policji jest wierzchołkiem znacznie starszego konfliktu o obsadę Trybunału Konstytucyjnego. W tle stoją cztery osoby wybrane przez Sejm 13 marca 2026 na stanowiska sędziów TK: Krystian Markiewicz, Marcin Dziurda, Maciej Taborowski i Anna Korwin-Piotrowska. Ich prawo do orzekania jest kwestionowane przez obecne kierownictwo Trybunału, które nie uznaje ich za pełnoprawnych członków składu.

Sędziego Trybunału do orzekania dopuszcza ślubowanie składane wobec prezydenta — i właśnie wokół ślubowania sędziów wybranych w marcu narósł osobny spór, w który zaangażowany jest też prezydent Karol Nawrocki. Sam mechanizm jest prosty w opisie, choć trudny w skutkach: sędziego wybiera Sejm, ale o tym, kiedy faktycznie zaczyna orzekać, w praktyce współdecyduje kierownictwo TK — dopuszczając go do posiedzeń albo nie. Gdy większość sejmowa i prezes Trybunału pochodzą z przeciwnych obozów, ten sam przepis czyta się na dwa sposoby. Efekt widać na sali obrad: brak kworum, przerwane zgromadzenia, a teraz prokurator spisujący dane urzędników.

Podobny schemat — dwie grupy prawników, z których każda uważa się za jedyną legalną — Polska przerabiała już przy Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Za każdym razem chodziło o to samo: kto ma prawo zasiadać i orzekać, gdy władza polityczna zmienia się szybciej niż dziewięcioletnie kadencje sędziów. Wejście policji do gmachu TK jest nowym, ostrzejszym rozdziałem tej samej opowieści.

Co dalej

Najbliższy ruch należy do komendanta głównego policji — Marek Boroń albo odpowie na pytania prezesa TK i ujawni podstawę prawną interwencji, albo odmówi, co Święczkowski zapowiada wykorzystać. Otwarte pozostaje, czy prokuratura postawi komukolwiek zarzuty i czy Zgromadzenie Ogólne Sędziów w ogóle zbierze się w pełnym składzie, dopóki trwa spór o dopuszczenie sędziów wybranych przez Sejm. Bez rozstrzygnięcia tej jednej kwestii każde kolejne posiedzenie Trybunału grozi powtórką z 14 lipca.

Idź do oryginalnego materiału