Pięciu kierowców, pięć zatrzymanych praw jazdy i prędkości od 101 do 133 km/h w terenie zabudowanym. Do tego mandaty sięgające 5 tysięcy złotych i tłumaczenie, które adekwatnie mogłoby zamknąć dyskusję o ludzkiej wyobraźni: chcieli się tylko trochę pościgać po wiejskich drogach. Policjanci drogówki mieli więc pracowite dni, choć z pewnością woleliby mieć mniej takich klientów.
Rekordzistą tej niezbyt chlubnej stawki został 20-letni kierowca BMW zatrzymany 26 sierpnia przez brzeską drogówkę w gminie Lubsza. Tuż przed godziną 13.00 policjanci zmierzyli mu 133 km/h w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/h.
To nie było drobne zagapienie się na licznik. Młody mieszkaniec Brzegu przekroczył dozwoloną prędkość o 83 km/h. Efekt: prawo jazdy zatrzymane na trzy miesiące, 5000 zł mandatu i 15 punktów karnych.
Kilka godzin później, tuż przed 16.00, policjanci kontrolowali prędkość w Szydłowicach. Tam 37-letni mieszkaniec gminy Lubsza jechał seatem 103 km/h na obowiązującej „pięćdziesiątce”. Również stracił prawo jazdy na trzy miesiące, dostał 1500 zł mandatu i 13 punktów karnych.
Nie minęło wiele czasu, gdy w Dobrzyniu pojawił się kolejny kandydat do tej samej konkurencji. 24-latek w BMW miał na liczniku 112 km/h. Policjantom wyjaśnił, iż chciał się trochę pościgać po wiejskich drogach. On także pożegnał się z prawem jazdy, dostał mandat i punkty karne.

I adekwatnie można byłoby uznać, iż limit drogowej fantazji został na jakiś czas wyczerpany. Nic z tego.
W innym miejscu policjanci zatrzymali 34-letniego kierowcę sportowego Audi. Przez centrum miasta jechał 122 km/h, czyli o ponad 70 km/h za szybko. Co więcej, nie był debiutantem – wykroczenie popełnił w warunkach recydywy. Rachunek wyniósł więc 5000 zł, 15 punktów karnych i trzy miesiące bez prawa jazdy.
Piąty kierowca wpadł w Długomiłowicach. 26-latek rozpędził samochód do 101 km/h w obszarze zabudowanym. Przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h oznaczało 1500 zł mandatu, 13 punktów i – podobnie jak w pozostałych przypadkach – zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące.
W sumie mamy więc pięciu kierowców, którzy najwyraźniej uznali, iż znak z liczbą „50” jest raczej propozycją do negocjacji niż przepisem. Policjanci mieli inne zdanie.
I dobrze, bo przy 100, 120 czy 133 km/h w terenie zabudowanym nie chodzi już tylko o mandat i punkty. Na drodze może pojawić się pieszy, rowerzysta, dziecko, samochód wyjeżdżający z bocznej ulicy albo ciągnik wyjeżdżający z pola. Fizyka nie przyjmuje wówczas tłumaczenia, iż ktoś „chciał się tylko pościgać”.
Przed nami ostatni weekend wakacji i wzmożony ruch związany z powrotami. Drogówka będzie na drogach, radary również. Ale choćby najlepsza policyjna kontrola nie zastąpi czegoś znacznie prostszego – odrobiny rozsądku za kierownicą.
Bo policja może zatrzymać prawo jazdy. Znacznie gorzej, kiedy wcześniej samochód zatrzyma dopiero drzewo, inny samochód albo człowiek.

Fot. Opolska Policja











English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·