Do przerażającego ataku doszło pod koniec lipca. Pani Magda przebywała wtedy w domu wraz z partnerem, trójką dzieci, swoją przyjaciółką i jej mamą.
- Cały czas przed oczami mam tę scenę, jak on przeskakuje przez ogrodzenie. Potem wyciąga pałkę, gaz i już nie było odwrotu. Nie patrzyli, czy to kobieta, dziecko czy ktokolwiek - relacjonuje dla Magazynu Ekspresu Reporterów pan Eryk, partner poszkodowanej.
Rodzina dobrze znała napastników - to były mąż pani Magdy, a przy tym policjant oraz jego brat.
Celem mężczyzn był 11-letni chłopiec. Jak dowiedzieli się dziennikarze, zgodnie z wyrokiem sądu, po rozwodzie pozostawał on pod opieką ojca.
- Gdy wracaliśmy od mojej rodziny, Olek popłakał się i powiedział, iż nie chce wracać do taty. Mówił, iż już dawno chciał wracać do domu, co tata mu uniemożliwiał - opowiada pani Magda.
Zaatakował byłą żonę i 15-letniego syna. "Myślałam, iż to moje ostatnie sekundy"
Po przeskoczeniu ogrodzenia, napastnik miał od razu rozpylić gaz, kierując go w stronę swojej byłej żony. W obronie mamy stanął starszy syn - w efekcie został uderzony w głowę pałką teleskopową.
Chwilę później napastnicy wtargnęli do domu przez uchylone okno. Dzieci przebywające w pokoju próbowała osłonić przyjaciółka pani Magdy.
- Złapałam go za ramię i kazałam zostawić Olka. Wtedy się odwrócił, spałował mnie i dostałam gazem pieprzowym w oczy - mówi kobieta.
Na tym jednak atak się nie skończył.
- Gdy upadłam z Olkiem, próbował założyć mi tzw. policyjną dźwignię, ale się wyrwałam. Kolanem gniótł mi tchawicę. Próbowałam bronić się ręką, którą mi wyrywał, a on poprawiał tylko cios, dusząc mnie jeszcze bardziej. Czułam, iż to już koniec. Myślałam, iż to moje ostatnie sekundy - opisuje w Magazynie Ekspresu Reporterów pani Magda.
11-latek również próbował uciec przed ojcem. Na udostępnionym reporterom nagraniu z monitoringu słychać przerażone krzyki chłopca. Mężczyźni okazali się jednak szybsi - mieli złapać go za ręce, przerzucić przez ogrodzenie i siłą wsadzić do samochodu, by odjechać w stronę lasu.
Mężczyźni usłyszeli zarzuty. Sąd nie zgadza się na tymczasowy areszt
O zdarzeniu poinformowano policję, a radiowozy pojawiły się w okolicy niedługo później. Finalnie ojciec wraz z bratem i synem sami przyjechali na komendę. Chłopiec miał później wyznać, iż tata również i jego spsikał gazem, a także kazał kłamać, iż to mama przetrzymywała go w domu i nie pozwalała utrzymywać kontaktu z drugim rodzicem.
- Nie spodziewałam się tego, iż choćby przy tak emocjonalnym charakterze tej sprawy rodzinnej, ona znajdzie tak dramatyczny finał - mówi pełnomocnik pani Magdy, Justyna Ocicka-Kotarska.
Mężczyznom postawiono już zarzuty.
- Dotyczą one przestępstw przeciwko wolności i przeciwko życiu i zdrowiu, tj. zmuszania określonej osoby do pewnego zachowania, ponieważ ojciec siłą i przemocą chciał zabrać dziecko do siebie, naruszenia miru domowego oraz najpoważniejszy czyn pobicia dwojga osób przy użyciu niebezpiecznego narzędzia. To ostatnie przestępstwo zagrożone jest karą aż do ośmiu lat więzienia - tłumaczy Ekspresowi Reporterów rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Płocku, Bartosz Maliszewski.
Na czas toczącego się postępowania, wydano postanowienie, aby 11-latek przebywał u matki. Ponadto, wobec policjanta rozpoczęto postępowanie dyscyplinarne. Nie może również zbliżać się do byłej żony oraz dzieci.
Śledczy wnioskowali też o tymczasowy areszt, jednak sąd nie wydał na to zgody. We fragmencie uzasadnienia, które udostępniono dziennikarzom możemy przeczytać, iż powodem takiej decyzji był m.in. fakt, iż pałka teleskopowa, której użyto do ataku nie jest kwalifikowana jako przedmiot niebezpieczny.
Zarówno pani Magda, jej rodzina, jak i prokuratura nie zgadza się z tą decyzją. Wniesiono choćby zażalenie do sądu, ale ponownie zostało ono oddalone.
Cały materiał Magazynu Ekspresu Reporterów możecie obejrzeć TUTAJ.















English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·