Seria alarmów bombowych w samolotach. Maszyna lecąca do Warszawy zmieniła trasę. Służby postawione na nogi

1 godzina temu
Zdjęcie: samolot @pexels


W czwartek, 5 listopada 2026 roku, pasażerowie wielu samolotów przeżyli wyjątkowo stresujące chwile. Powodem była seria zgłoszeń o możliwych ładunkach wybuchowych na pokładach maszyn. Niektóre samoloty musiały zmienić trasę, inne lądowały w asyście wojskowych myśliwców. Alarm dotyczył również lotu z Mediolanu do Warszawy. Do akcji wkroczyli saperzy i służby bezpieczeństwa. Pojawiły się także informacje o zagrożeniu na Lotnisku Chopina. Wiadomo już, co ustalono podczas kontroli.

Czwartkowy poranek przyniósł poważne utrudnienia w europejskim ruchu lotniczym.

Zgłoszenia o rzekomych bombach dotarły do służb w kilku państwach niemal w tym samym czasie. Piloci podejmowali decyzje o zmianie tras, a na lotniskach uruchamiano specjalne procedury bezpieczeństwa.

Według najnowszych doniesień agencji Reuters alarmy dotyczyły co najmniej 25 lotów pasażerskich.

Wśród maszyn objętych zgłoszeniami znalazły się samoloty lecące do Polski oraz należące do Polskich Linii Lotniczych LOT.

Samolot leciał z Mediolanu do Warszawy. Nagle zmieniono trasę

Jedno z najgłośniejszych zdarzeń dotyczyło samolotu linii Wizz Air, który miał przylecieć do Warszawy.

Maszyna wystartowała w czwartek około godziny 7 rano z mediolańskiego lotniska Malpensa.

Rejs W4 6387 obsługiwał Airbus A321.

Początkowo lot przebiegał zgodnie z planem. Sytuacja zmieniła się, gdy pojawiła się informacja o możliwym ładunku wybuchowym na pokładzie.

Załoga zdecydowała o przekierowaniu samolotu do Wiednia.

Na lotnisku w stolicy Austrii na maszynę czekały odpowiednie służby.

Rozpoczęto szczegółową kontrolę, której celem było ustalenie, czy zgłoszone zagrożenie jest rzeczywiste.

Saperzy weszli do akcji. Wizz Air przekazał istotną wiadomość

Po lądowaniu samolotu przeprowadzono niezbędne czynności bezpieczeństwa.

Funkcjonariusze sprawdzili maszynę w poszukiwaniu niebezpiecznych materiałów.

Nie znaleziono żadnego ładunku wybuchowego. Alarm okazał się fałszywy.

Linie Wizz Air potwierdziły, iż samolot został skierowany do Wiednia ze względu na zgłoszenie otrzymane podczas lotu.

Przewoźnik podkreślił, iż decyzję podjęto zgodnie z obowiązującymi procedurami bezpieczeństwa.

Priorytetem była ochrona pasażerów oraz członków załogi.

Linie poinformowały również o współpracy z adekwatnymi organami.

Choć zagrożenia ostatecznie nie potwierdzono, konieczność nieplanowanego lądowania spowodowała zakłócenie podróży.

Alarm bombowy również w samolocie LOT. Maszyna wylądowała w Brukseli

Problemy nie ograniczały się do lotu Wizz Air.

Jak podał belgijski dziennik „Le Soir”, podejrzane zgłoszenie dotyczyło również samolotu Polskich Linii Lotniczych LOT.

Maszyna wylądowała na lotnisku Zaventem w Brukseli.

Sytuacja wymagała podjęcia działań zgodnych z procedurami lotniczymi.

W pierwszych doniesieniach nie podano wszystkich szczegółów dotyczących przebiegu kontroli.

Nie było również podstaw do stwierdzenia, iż na pokładzie rzeczywiście znajdował się materiał wybuchowy.

To tylko jeden z kilku podobnych przypadków zgłoszonych tego dnia w Europie.

Wojskowe myśliwce eskortowały samolot. Niepokojące wydarzenia we Włoszech i Francji

Szczególną uwagę zwróciła sytuacja samolotu Finnair lecącego z Helsinek do Rzymu.

Po otrzymaniu zgłoszenia o możliwej bombie włoskie służby zdecydowały się na dodatkowe środki ostrożności.

Maszynę eskortowały samoloty włoskiego lotnictwa wojskowego.

Ostatecznie samolot bezpiecznie wylądował na lotnisku w Rzymie.

Do poważnych utrudnień doszło także podczas rejsu Aer Lingus z Dublina do Rzymu.

Na pokładzie Airbusa A320 znajdowało się 151 pasażerów oraz sześciu członków załogi.

Samolot został skierowany do francuskiej bazy lotniczej Évreux w Normandii.

Po lądowaniu pasażerowie i załoga opuścili maszynę, a służby przystąpiły do kontroli.

W tym przypadku również nie potwierdzono obecności ładunku wybuchowego.

Podobne zgłoszenia pojawiły się w Bułgarii. Kilka maszyn zostało skierowanych na tamtejsze lotniska, gdzie podjęto działania bezpieczeństwa.

Alarm na Lotnisku Chopina w Warszawie. Jedna z dróg startowych została zamknięta

Niepokojące informacje napłynęły również z Warszawy.

W czwartek rano służby Lotniska Chopina otrzymały zgłoszenie dotyczące potencjalnie niebezpiecznego przedmiotu na pokładzie samolotu LOT.

Maszyna miała wykonać rejs LO331 z Warszawy do Paryża.

W związku z otrzymanym ostrzeżeniem samolot został zatrzymany podczas kołowania i skierowany na wyznaczone stanowisko postojowe.

Na czas działań służb wyłączono jedną z dróg startowych stołecznego lotniska.

Samoloty mogły w tym czasie korzystać z drugiej drogi startowej.

Rozpoczęto szczegółowe sprawdzanie maszyny oraz znajdujących się na pokładzie bagaży.

Po zakończeniu kontroli przekazano uspokajające informacje.

Lotnisko Chopina wydało komunikat. Nie znaleziono niebezpiecznych materiałów

Rzecznik Polskich Portów Lotniczych Piotr Rudzki poinformował, iż działania służb zostały zakończone.

Kontrola nie wykazała żadnego zagrożenia, a Lotnisko Chopina wróciło do normalnego funkcjonowania.

Również PLL LOT potwierdziły, iż nie stwierdzono obecności niebezpiecznych ładunków.

Przewoźnik zapowiedział kontynuowanie rejsu do Paryża po zmianie samolotu.

To ważna informacja dla podróżnych, ponieważ wcześniejsze doniesienia o zamknięciu jednej z dróg startowych mogły budzić obawy o dalsze funkcjonowanie warszawskiego portu.

To już kolejna fala alarmów bombowych. Podobne zdarzenia miały miejsce we wtorek

Czwartkowe wydarzenia nie były odosobnionym przypadkiem.

Dwa dni wcześniej, 3 listopada, również odnotowano serię zgłoszeń dotyczących możliwych ładunków wybuchowych.

Alarmy objęły między innymi samoloty lecące do Warszawy z Londynu i Kopenhagi.

Maszyna przylatująca z Londynu została skierowana na lotnisko w Modlinie, gdzie czasowo wstrzymano operacje.

Samolot z Kopenhagi poddano natomiast kontroli po lądowaniu na Lotnisku Chopina.

We wszystkich tych przypadkach zgłoszenia o zagrożeniu okazały się fałszywe.

Agencja Reuters informowała, iż podczas wtorkowej fali ostrzeżenia dotyczyły co najmniej siedmiu samolotów oraz statku wycieczkowego.

Kolejne alarmy, które pojawiły się 5 listopada, ponownie zakłóciły podróże w wielu krajach.

Kto stoi za alarmami bombowymi w Europie? Służby badają sprawę

Seria niemal jednoczesnych zgłoszeń wywołała pytania o ich pochodzenie.

W części przypadków informacje o zagrożeniach przekazywano drogą elektroniczną.

Według Reutersa do czwartkowego przedpołudnia zagrożenia dotyczyły co najmniej 25 lotów w Europie.

Służby w poszczególnych państwach analizują okoliczności zdarzeń.

Na razie nie ustalono oficjalnie, kto odpowiada za całą serię alarmów ani czy poszczególne zgłoszenia były ze sobą powiązane.

Pojawiają się pytania o możliwe działania mające na celu destabilizację ruchu lotniczego, jednak nie przedstawiono dowodów pozwalających przypisać te zgłoszenia konkretnemu państwu lub organizacji.

Fałszywe alarmy bombowe mogą powodować poważne konsekwencje, choćby jeżeli na pokładach nie ma żadnych materiałów wybuchowych.

Wymuszają bowiem zmianę tras, angażują służby ratunkowe i bezpieczeństwa oraz prowadzą do opóźnień.

Seria alarmów bombowych w Europie. Co wiadomo o bezpieczeństwie pasażerów?

Najważniejszą informacją jest to, iż podczas opisanych kontroli nie wykryto materiałów wybuchowych.

Samoloty, które zostały przekierowane lub eskortowane przez wojsko, bezpiecznie lądowały.

Lotnisko Chopina w Warszawie również poinformowało o zakończeniu działań i przywróceniu normalnego funkcjonowania.

Seria alarmów pokazuje jednak, jak poważne zakłócenia może spowodować choćby niepotwierdzona informacja o zagrożeniu.

Dla podróżnych planujących loty ważne jest śledzenie komunikatów przewoźników i lotnisk, ponieważ sytuacja związana z podobnymi zgłoszeniami może się dynamicznie zmieniać.

Na 5 listopada 2026 roku nie ma potwierdzenia, aby na pokładach opisanych samolotów znajdowały się prawdziwe bomby. realizowane są natomiast działania mające ustalić źródło alarmów.

Idź do oryginalnego materiału