Guy Georges w latach 90-tych przesiadywał w kawiarniach w pobliżu paryskiego Placu Bastylii, gdzie obserwował młode kobiety i typował je na swoje ofiary. Najbardziej lubił te uśmiechnięte, pełne życia. Śledził je, a następnie wykorzystywał i mordował. Przez lata mógł polować bezkarnie, nieuchwytny dla wymiaru sprawiedliwości. Gdy w końcu został aresztowany, prawie uniknął kary. O jego losie zadecydował przypadek, a w zasadzie jedno, nieco podstępne pytanie…