Podczas ostatniej sesji Rady Miasta Zamość, w trakcie omawiania stanu bezpieczeństwa miasta, padły słowa, które wywołały głębokie poruszenie wśród zgromadzonych. Mł. insp. Tomasz Halinowski, pierwszy zastępca komendanta miejskiego policji w Zamościu, przywołał szczegóły tragicznego wypadku na ul. Reja, który stał się bolesnym dowodem na postępującą znieczulicę społeczną.PRZECZYTAJ WIĘCEJ: Znieczulica w Zamościu. Ani piesi, ani kierowcy nie wezwali pomocy do potrąconego człowieka. On nie przeżyłPrzypomnijmy. 1 grudnia ubiegłego roku kierowca Hondy potrącił przechodzącego przez oznakowane przejście pieszego. 36-letni sprawca wypadku odjechał z miejsca zdarzenia i dopiero po pewnym czasie zgłosił się na policję. Potrącony 74-latek z Zamościa leżał na ulicy przez kilka minut bez żadnej pomocy. Nikt się nie zatrzymał, nikt nie wezwał pomocy. Interweniował dopiero policyjny patrol. Niestety, pieszy zmarł w
szpitalu.Nic nie widziałem, nic nie słyszałemChoć początkowe ustalenia sugerowały winę pieszego, analiza monitoringu ukazała przerażający obraz rzeczywistości: mężczyzna przechodził przez jezdnię prawidłowo, na pasach, gdy został uderzony z taką siłą, iż siła odrzutu rzuciła go kilkanaście metrów dalej. Szokujące było jeszcze coś innego.– Zabezpieczone zapisy z kamer okolicznych obiektów pozwoliły nie tylko na ustalenie dokładnego przebiegu wypadku, ale również uwidoczniły brak reakcji innych uczestników ruchu na leżącego na jezdni mężczyznę. Na nagraniach widać, jak idące chodnikiem osoby patrzą w stronę leżącego, przystają, po chwili odchodzą. Widać także kierujących pojazdami, którzy przejeżdżają obok leżącego, omijają go i kontynuują jazdę. Nikt nie udzielił mu pomocy, żadna osoba nie zadzwoniła na numer alarmowy 112, aby powiadomić służby. Interwencję wobec leżącego na jezdni człowieka podjęli dopiero policjanci Wydziału Patrolowo-Interwencyjnego, którzy radiowozem patrolowali teren Nowego Miasta, w tym ulicę Reja – przekazała kilka dni po wypadku podkom. Dorota Krukowska-Bubiło, rzeczniczka zamojskiej
policji.Temat wrócił na lutowej sesji. – Tragiczne jest to, iż ten człowiek leżał tak parę minut na ulicy i nikt nie pomógł. Przechodzili piesi, przejeżdżały samochody... – relacjonował komendant
Halinowski.Niestety, mimo początkowego kontaktu z poszkodowanym, mężczyzna zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.Podczas debaty wiceprzewodniczący rady Wiesław Nowakowski z klubu prezydenta Rafała Zwolaka pytał o możliwość wyciągnięcia konsekwencji wobec osób, które wykazały się tak rażącą obojętnością, sugerując wręcz współudział przez zaniechanie.– My naprawdę nie mogliśmy tego zrozumieć – przyznał, nie kryjąc poruszenia,
komendant.Misja 112W obliczu tej tragedii przypomniano o fundamentalnych zasadach prawnych i etycznych. Zgodnie z wyjaśnieniami policji, osoba bez specjalistycznej wiedzy medycznej nie ponosi odpowiedzialności karnej za ewentualne błędy przy próbie ratowania życia, o ile działa w dobrej wierze. Jednakże niepodjęcie choćby najprostszego kroku, jakim jest wykonanie telefonu pod numer alarmowy 112, jest już zaniechaniem, które może skutkować odpowiedzialnością karną.PRZECZYTAJ: Tiry rozjeżdżają nam drogi powiatowe! Najgorzej jest w gminach Sułów, Radecznica, Komarów-Osada i MiączynBezpośrednią odpowiedzią na to tragiczne wydarzenie stała się inicjatywa „Misja 112”, zainicjowana przez zamojską delegaturę Kuratorium Oświaty we współpracy z policją. Akcja, która zyskała już patronat Komendanta Głównego Policji oraz MSWiA, ma na celu przełamanie bariery lęku i obojętności w sytuacjach zagrożenia życia. W ramach projektu opracowano specjalny materiał wideo, przygotowany przez policjantów z zespołu do spraw nieletnich, który będzie prezentowany w szkołach. Celem jest nauczenie dzieci i młodzieży – a za ich pośrednictwem także dorosłych – iż choćby krótki telefon pod numer alarmowy jest formą udzielenia pomocy, która może uratować czyjeś ż
ycie.Tragedia na ul. Reja obnażyła bolesną prawdę o kondycji współczesnego społeczeństwa. Jak podkreślano podczas sesji, żadna nowoczesna technologia ani sprawność służb nie zastąpią wrażliwości na drugiego człowieka.36-latek, który kierował samochodem, został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Życia 74-latkowi nikt nie przywróci.