Wynoś się z mojego mieszkania! powiedziała mama
Wynoś się matka powiedziała już spokojnym, ale stanowczym głosem.
Weronika przewrotnie się uśmiechnęła, opierając się oparcie krzesła była pewna, iż mama mówi do koleżanki.
Wynoś się z mojego mieszkania! Danuta odwróciła się do córki.
Ela, widziałaś post? przyjaciółka wpadła do kuchni jak burza, nie zdejmując choćby płaszcza. Weronika urodziła! 3400 gramów, pięćdziesiąt dwa centymetry.
Cała tatuś też taki zadarty nosek. Obiegłam już wszystkie sklepy, nakupiłam ciuszków. Czemu jesteś taka ponura?
Gratuluję, Danko. Cieszę się za was Ela wstała, by nalać jej herbaty. Usiądź, płaszcz przynajmniej zdejmij.
Oj, nie mam czasu w siedzenie Danuta przysiadła na brzegu krzesła. Tyle spraw, tyle spraw. Weronika taka zaradna, wszystko sama ogarnia, ciężko pracuje.
Mąż cudowny, mieszkanie kupili na kredyt, remont już prawie skończony. Jestem dumna z mojej dziewczyny. Wychowałam ją jak trzeba!
Ela postawiła filiżankę przed koleżanką bez słowa. Tak, wychowałaś ją jak trzeba… Gdybyś tylko wiedziała…
***
Dokładnie dwa lata wcześniej Weronika, córka Danuty, przyszła do niej bez zapowiedzi zapłakana, ze spuchniętymi oczami, roztrzęsiona.
Ciociu Elu, tylko błagam, nie mów mamie! Proszę Jej serce tego nie wytrzyma zanosiła się płaczem Weronika, ściskając w dłoniach przemoczoną chusteczkę.
Weronika, uspokój się. Opowiadaj, co się stało? Ela wystraszyła się na serio.
Ja W pracy Weronika szlochała. U kolegi zginęły z torebki pieniądze. Pięćdziesiąt tysięcy złotych.
I na kamerach widać, jak wchodziłam do biura, jak nikogo nie było. Przysięgam ci, ciociu Elu, nie wzięłam ich!
Ale powiedzieli: Albo oddaję pięćdziesiąt tysięcy jutro do południa, albo zgłaszają na policję.
Mają świadka, który rzekomo widział, jak chowałam portfel.
To podstęp, ciociu Elu! Ale kto mi uwierzy?
Pięćdziesiąt tysięcy? Ela zmarszczyła brwi. I czemu nie poszłaś do ojca?
Byłam! Weronika zalała się łzami na nowo. Powiedział, iż sama jestem sobie winna, iż nie da mi ani grosza, skoro jestem taka nieudolna.
Rzucił: Idź na policję, niech cię tam nauczą życia.
Nie wpuścił mnie choćby do mieszkania krzyczał przez drzwi.
Nie mam się już do kogo zwrócić. Mam dwadzieścia tysięcy, tyle uzbierałam. Brakuje mi trzydziestu.
A mama? Czemu jej nie powiesz? To przecież twoja matka.
Nie! Mama mnie zniszczy. I tak uważa, iż jestem jej wstydem, a tu jeszcze kradzież…
Pracuje w szkole, wszyscy ją znają.
Błagam, pożycz mi te trzydzieści tysięcy, dobrze? Przysięgam, będę oddawać po dwa, trzy tysiące tygodniowo. Już mam inną pracę, wszystko się układa!
Proszę cię, ciociu Elu!
Ela poczuła wtedy, jak bardzo żal jej dziewczyny. Dopiero dwadzieścia lat, życie przed sobą, a już taka kompromitacja…
Ojciec odmówił, matka by ją zjadła…
Kto z nas nie popełnia błędów? pomyślała Ela.
Weronika płakała bez opamiętania.
Dobrze powiedziała. Mam te pieniądze. Odkładałam na zęby, ale zęby poczekają.
Tylko obiecaj mi, iż to ostatni raz. Mamie nic nie powiem, skoro tak się boisz.
Dziękuję! Dziękuję, ciociu Elu! Uratowałaś mi życie! Weronika rzuciła się jej na szyję.
W pierwszym tygodniu Weronika rzeczywiście przyniosła dwa tysiące. Przyszła uśmiechnięta, mówiła, iż wszystko już załatwione, policja nie będzie się tym zajmować, a w nowej pracy jest super.
A potem po prostu przestała odpowiadać na wiadomości. Miesiąc, dwa, trzy. Ela widywała ją czasem u Danuty przy okazji świąt, ale Weronika zachowywała się tak, jakby były sobie prawie obce zimne dzień dobry i nic więcej.
Ela nie naciskała. Myślała:
Młoda jest, wstydzi się, to się nie pokazuje.
Stwierdziła, iż trzydzieści tysięcy to nie powód, żeby niszczyć wieloletnią przyjaźń z Danutą. Oddała dług w niepamięć.
***
Ty w ogóle mnie słuchasz? Danuta machnęła jej ręką przed oczami. O czym zamyśliłaś się tak bardzo?
Ot, o swoich sprawach Ela potrząsnęła głową.
Słuchaj Danuta ściszyła głos. Spotkałam ostatnio Kamilę, pamiętasz nasza była sąsiadka? Wczoraj w sklepie mnie zaczepiła. Dziwna jakaś.
Zaczęła pytać o Weronikę, jak sobie radzi, czy oddała długi. Kompletna zagadka.
Powiedziałam jej, iż Weronika jest samodzielna, świetnie zarabia. Kamila coś pokrętnie się uśmiechnęła i poszła.
Nie wiesz, czy Weronika od niej kiedyś coś pożyczała?
Ela poczuła, jak wszystko w niej zamarło.
Nie wiem, Danusiu. Może o duperelę chodziło.
Dobra, lecę, muszę jeszcze do apteki zajrzeć Danuta podeszła, cmoknęła Elę w policzek i wyszła.
Wieczorem Ela nie wytrzymała. Znalazła numer Kamily i zadzwoniła.
Kamilka, cześć. Tu Ela. Słuchaj, spotkałaś się dziś z Danusią? O co chodziło z tymi długami, o które pytałaś?
W słuchawce zabrzmiał ciężki westchnienie.
Oj, Elka Myślałam, iż ty już wiesz. Przecież z nimi najlepiej się trzymasz.
Dwa lata temu Weronika do mnie przyszła cała roztrzęsiona i zapłakana. Twierdziła, iż oskarżają ją o kradzież w pracy.
Albo odda trzydzieści tysięcy, albo więzienie. Błagała, żebym nie mówiła mamie, płakała.
Ja, naiwna, dałam jej te pieniądze. Obiecała oddać w miesiąc. I zniknęła
Ela ścisnęła telefon.
Trzydzieści tysięcy? zapytała niepewnie. Właśnie tyle?
Tak. Powiedziała, iż akurat tej sumy brakuje. Oddała mi po pół roku pięćset złotych i ślad zaginął.
A potem od Wioletty z klatki trzeciej dowiedziałam się, iż Weronika z tą samą historią poszła do niej.
I Wioletta dała jej czterdzieści tysięcy.
Jeszcze była pani Gabriela, ich dawna nauczycielka, też ratowała Weronikę przed więzieniem. Przekazała aż pięćdziesiąt tysięcy.
Poczekaj Ela usiadła na kanapie. To co, ona każdej z nas tę samą bajkę opowiadała? Za każdym razem chodziło o te same kwoty?
Wygląda na to, iż tak głos Kamili był twardy. Dziewczyna zebrała haracz” od wszystkich koleżanek mamy. Po trzydzieści, czterdzieści tysięcy od każdej.
Wymyśliła historię o kradzieży, grała na litość. Wszystkie kochamy Danutę i nikt nie chciał jej martwić.
A Weronika te pieniądze przehulała. Bo niedługo potem chwaliła się na Facebooku zdjęciami z Grecji.
Też dałam jej trzydzieści tysięcy wyszeptała Ela.
No to gratuluję Kamila westchnęła gorzko. Chyba jest nas pięć, sześć osób. Już choćby nie chodzi o młodzieńcze błędy to zwykłe oszustwo. A Danuta nie ma pojęcia. Dumna z córki, a córka… złodziejka!
Ela odłożyła słuchawkę. Szumiało jej w uszach. Nie żal było jej pieniędzy już dawno o nich zapomniała.
Bolało ją cyniczne wykorzystanie ich zaufania przez dwudziestoletnią dziewczynę.
***
Następnego dnia Ela ruszyła do Danuty. Nie zamierzała wywoływać kłótni. Chciała tylko spojrzeć Weronice w oczy.
Weronika właśnie wróciła z porodówki i póki trwał remont w jej nowym mieszkaniu, pomieszkiwała u matki.
O, ciociu Ela! Weronika uśmiechnęła się wymuszenie na widok przyjaciółki mamy w drzwiach. Napije się pani herbaty?
Danuta krzątała się przy kuchni.
Siadaj, Elu. Mogłaś zadzwonić!
Ela usiadła naprzeciw Weroniki.
Weroniko zaczęła spokojnie. Rozmawiałam ostatnio z Kamilą. I z Wiolettą. I z panią Gabrielą. Wczoraj wieczorem siedziałyśmy razem, taki sobie klub wsparcia założyłyśmy.
Weronika zamarła, pobladła, zerknęła na matkę, która stała tyłem.
Co masz na myśli, Elu? Danuta się odwróciła.
Wiesz, Weronika dobrze wie, o co chodzi Ela wpatrywała się w dziewczynę. Pamiętasz tę paskudną historię sprzed dwóch lat?
Kiedy prosiłaś mnie o trzydzieści tysięcy? A Kamilę o trzydzieści, Wiolettę o czterdzieści, panią Gabrielę o pięćdziesiąt?
Wszystkie cię ratowałyśmy przed więzieniem. Każda wierzyła, iż zna twoją największą tajemnicę.
Czajnik zadrżał Danucie w ręku, wrzątek syknął na kuchenkę.
Jakie pięćdziesiąt tysięcy? Danuta powoli odstawiła czajnik. Weronika? O co jej chodzi? Pożyczałaś pieniądze od moich przyjaciółek? choćby od pani Gabrieli?!
Mamo to nie tak Ja prawie wszystko oddałam
Nic nam nie oddałaś stwierdziła Ela. Przyniosłaś dwa tysiące, tylko po to, żeby zrobić dobre wrażenie, i zniknęłaś.
Wyłudziłaś od nas dwieście tysięcy złotych pod wymyśloną historię. Milczałyśmy, bo żal nam było twojej matki.
Ale wczoraj zrozumiałam: trzeba było żałować siebie.
Weronika, spójrz na mnie. Wymusiłaś pieniądze na moich przyjaciółkach? Uknułaś bajkę o kradzieży, żeby wyciągnąć kasę z tych, które do mnie przychodziły?
Mamo! Potrzebowałam na przeprowadzkę! wybuchnęła Weronika. Nikt mi nie chciał pomóc!
Ojciec choćby złotówki nie dał, a ja musiałam zacząć życie!
Co z tego? Dla nich trzydzieści tysięcy nic nie znaczy, nie zabrałam ostatnich groszy!
Elę ogarnęło obrzydzenie. Tak to właśnie wyglądało
Już wszystko jasne. Danusiu, przepraszam, iż musisz tego słuchać, ale nie mogę dłużej tego ukrywać.
Nie będę tego tolerować. Zrobiłaś z nas głupie!
Danuta stała opierając się o stół, drobnymi dłońmi. Jej ramiona lekko się trzęsły.
Wynoś się powiedziała już całkiem spokojnie.
Weronika uśmiechnęła się szyderczo, myśląc, iż to do Eli.
Wynoś się z mojego mieszkania! Danuta zwróciła się do córki. Pakuj swoje rzeczy i do męża! Nie chcę cię tu widzieć!
Weronika pobladła:
Mamo, mam dziecko! Nie wolno mi się denerwować!
Nie masz matki, Weroniko. Matka była dla tamtej, uczciwej dziewczyny. Ty jesteś tylko złodziejką.
Pani Gabriela Boże, dzwoniła do mnie codziennie, pytała co słychać, ani słowa Jak ja mam jej teraz spojrzeć w oczy? Jak?!
Weronika chwyciła torebkę, rzuciła na podłogę ręcznik.
Udławcie się tymi pieniędzmi! wrzasnęła Stare wariatki! Idźcie do diabła obie!
Weronika chwyciła nosidełko z dzieckiem i wybiegła z mieszkania.
Danuta opadła na krzesło i zakryła twarz dłońmi. Eli zrobiło się przykro.
Przepraszam, Danusiu
Nie, Elka To ja mam przepraszać. Że wychowałam taką osobę. Naprawdę wierzyłam, iż sama do czegoś doszła, a tu Boże, co za wstyd
Ela pogładziła przyjaciółkę po ramieniu, a Danuta rozpłakała się bezgłośnie.
***
Po tygodniu mąż Weroniki, blady i zmizerowany, objeżdżał po kolei wszystkich wierzycieli, przepraszał, unikając wzroku. Obiecał, iż wszystko odda.
Rzeczywiście zaczęły się przelewy. Pięćdziesiąt tysięcy pani Gabrieli za córkę oddała Danuta.
Ela nie czuła się winna temu, co się stało. Kłamczucha zasłużyła na konsekwencje. Czyż nie?

6 dni temu











English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·