Wyrzuciła dziecko z balkonu wieżowca. Trafi do zakładu psychiatrycznego

2 godzin temu

Kobieta, która wyrzuciła swojego dwuipółletniego syna z balkonu wieżowca przy ul. Poprzecznej w Bielsku-Białej, nie poniesie odpowiedzialności karnej w tradycyjnym rozumieniu, jednak nie wyjdzie także na wolność. Sąd Apelacyjny w Katowicach na początku marca utrzymał w mocy decyzję o umieszczeniu 40-latki w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. Orzeczenie to stało się prawomocne.

Proces kobiety toczył się przed Sądem Okręgowym w Rybniku, po tym jak z orzekania wyłączyli się wszyscy sędziowie spraw karnych Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej. Bezpośrednią przyczyną były agresywne zachowania oskarżonej. Podczas jednego z posiedzeń aresztowych Paulina W. kierowała groźby pod adresem sędziego, co uniemożliwiło zachowanie pełnej bezstronności przez wylosowany skład orzekający.

Uniknie więzienia, trafi do zakładu

Proces w Rybniku rozpoczął się w listopadzie ub. roku. W sprawie odbyły się cztery posiedzenia, a pod koniec stycznia zapadło prawomocne postanowienie. Jak przekazała nam sędzia Katarzyna Gozdawa-Grajewska, rzecznik prasowa Sądu Okręgowego w Rybniku, postępowanie karne zostało umorzone.

Nie oznacza to jednak, iż 40-latka wychodzi na wolność. – Wobec kobiety umorzone postępowanie karne i zastosowano środek zabezpieczający w postaci pobytu we właściwym zakładzie psychiatrycznym – przekazała nam rzecznik. Postanowienie następnie rozpatrywał Sąd Apelacyjny w Katowicach, który na początku marca utrzymał je w mocy. Decyzja wobec Pauliny W. stała się już prawomocna.

O skierowanie na leczenie do zamkniętego szpitala wnioskowała Prokuratura Rejonowa Bielsko-Biała Południe, która prowadziła śledztwo. Specjaliści, którzy badali kobietę w warunkach ambulatoryjnych, orzekli, iż w momencie zdarzenia znajdowała się ona w stanie niepoczytalności. Oznacza to, iż nie miała możliwości rozpoznania znaczenia swojego czynu ani pokierowania własnym postępowaniem. Kobieta wcześniej leczyła się psychiatrycznie i była już skazana za atak na funkcjonariusza publicznego.

Tragiczny upadek nagrała kamera

Do tragedii doszło 30 sierpnia 2024 roku w bloku przy ul. Poprzecznej w Bielsku-Białej. Na miejscu były dwie załogi pogotowia, wezwano LPR. Maszyna wylądowała w trudnym terenie obok wieżowca, w którym doszło do nieszczęścia. Na miejsce skierowano grupę dochodzeniową wraz z technikiem kryminalistyki.

Kobieta początkowo twierdziła, iż dziecko wyrwało się jej z rąk, ale śledczy nie dawali wiary w te twierdzenia. Na miejscu odbyła się wizja lokalna, prokuratura szukała świadków i nagrań z kamer. By ustalić okoliczności zdarzenia i zmienić kwalifikację zarzutów przeprowadzono eksperyment procesowy z udziałem m.in. dwóch figurantek i manekina, a tragiczny lot zarejestrowała kamera poniżej balkonu, z którego wyrzucono dziecko. Zebrany materiał ocenił biegły, a po jego opinii zarzuty zmieniono na usiłowanie zabójstwa.

Dziecko po upadku było w bardzo ciężkim stanie, miało wielonarządowe obrażenia, w tym urazy głowy, narządów jamy brzusznej oraz złamania. Decyzją lekarzy było w stanie śpiączki farmakologicznej. Po kilku tygodniach dziecko opuściło Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach i decyzją Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej trafiło pod opiekę wujka, który był ustanowiony rodziną zastępczą.

BARTŁOMIEJ KAWALEC

Idź do oryginalnego materiału