Przez prawie dwa lata – pod wpływem alkoholu, z wyzwiskami na ustach i pięściami gotowymi do uderzenia – terroryzował własną rodzinę. Żona i małoletnie dzieci żyły w ciągłym strachu. Awantury, wyzwiska, groźby, izolowanie, a wreszcie fizyczne uderzenia po głowie, brzuchu i pośladkach – to codzienność, jaką zapewnił im 39-letni mieszkaniec powiatu gnieźnieńskiego. Dwa miesiące temu został zatrzymany za ten sam czyn, zastosowano wobec niego nakazy i zakazy. Nie pomogło. W sobotni wieczór, 18 kwietnia 2026 roku, policjanci ponownie interweniowali. Tym razem sąd zdecydował o tym, co powinno było nastąpić dawno – trzymiesięczny areszt. Mężczyzna trafił za kratki, a za znęcanie się nad najbliższymi grozi mu do 8 lat więzienia.
Do zdarzeń dochodziło systematycznie przez blisko dwa lata. Ofiary? Żona oraz małoletnie dzieci – osoby nieporadne ze względu na wiek, szczególnie narażone na krzywdę ze strony oprawcy, który powinien być dla nich ostoją bezpieczeństwa. Tymczasem 39-latek, będąc pod wpływem alkoholu, regularnie wszczynał awantury.
Podczas tych zajść nie tylko ubliżał im słowami wulgarnymi i obraźliwymi, ale także poniżał swoją żonę, znieważał ją, ośmieszał, izolował oraz groził – relacjonuje Komenda Powiatowa Policji w Gnieźnie.
To jednak nie wszystko. Dramat rodziny dopełniała przemoc fizyczna wobec dzieci. Mężczyzna uderzał je rękami po głowie, brzuchu i pośladkach. Dwie małe istoty, które od dorosłego powinny otrzymywać miłość i wsparcie, zamiast tego doświadczały bólu i upokorzenia.
Zatrzymanie, nakazy, zakazy… i nic
Dwa miesiące przed sobotnią interwencją, czyli około połowy lutego 2026 roku, 39-latek został już raz zatrzymany za ten sam czyn – znęcanie się nad najbliższymi. Wówczas policja zastosowała wobec niego policyjne nakazy i zakazy. To standardowa procedura w sprawach przemocy domowej, która ma na celu zdyscyplinowanie sprawcy i ochronę ofiar. Ale standardowa procedura zawiodła.
Nakazy i zakazy nie powstrzymały mężczyzny. Po wyjściu na wolność wrócił do terroryzowania rodziny. I robił to dalej, być może czując się bezkarny. Aż do soboty, 18 kwietnia, gdy policjanci z gnieźnieńskiej komendy ponownie wkroczyli do akcji. Tym razem śledczy podeszli do sprawy z jeszcze większą determinacją.
Solidna praca operacyjna. Przesłuchani świadkowie, mocny materiał dowodowy
W toku czynności w obu sprawach (tej sprzed dwóch miesięcy i tej najnowszej) policjanci przesłuchali wielu świadków. Zebrany materiał dowodowy był na tyle mocny, iż śledczy nie mieli wątpliwości – przedstawili mężczyźnie zarzuty znęcania się nad żoną i małoletnimi dziećmi nieporadnymi ze względu na wiek. Prokuratura przychyliła się do wniosku policji, a sprawa trafiła do sądu. Ten po zapoznaniu się z aktami nie miał wątpliwości: 39-latek nie może wrócić do domu.
Sąd, po przeanalizowaniu zgromadzonego w tej sprawie materiału dowodowego, zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego trzymiesięcznego aresztu – informuje policja.
Mężczyzna trafił już do zakładu penitencjarnego. Najbliższe miesiące spędzi za kratkami.
8 lat więzienia grozi oprawcy. Ale czy to wystarczy?
Za przestępstwo znęcania się nad najbliższymi, zwłaszcza gdy ofiarami są małoletni i osoba najbliższa, kodeks karny przewiduje surową karę – do 8 lat pozbawienia wolności. W grę wchodzi również ściganie z urzędu (nie trzeba skargi ofiary), co w takich sprawach jest kluczowe, bo ofiary często z obawy przed sprawcą nie decydują się na składanie zawiadomienia.
Czy sąd wymierzy maksymalną karę? To zależy od wielu czynników: stopnia winy, zachowania sprawcy po zatrzymaniu (skrucha? brak skruchy?), wpływu na psychikę ofiar i ewentualnej wcześniejszej karalności. A ta – jak wiemy – istnieje, skoro dwa miesiące wcześniej mężczyzna był zatrzymywany za ten sam czyn.
Jednym z najbardziej bulwersujących aspektów tej sprawy jest fakt, iż mężczyzna nie stosował się do środków karnych wydanych przez sąd w wyroku skazującym go za to samo przestępstwo, którego dopuścił się we wcześniejszym okresie. Innymi słowy: został skazany, dostał wyrok (niewiadomo jak dotkliwy), ale środki karne nie zadziałały. Wrócił do znęcania się.
To stawia pytanie o skuteczność polskiego systemu reagowania na przemoc domową. Czy nakazy i zakazy są w ogóle egzekwowane? Czy sprawcy czują, iż są realnie kontrolowani? I dlaczego mężczyzna, który ma wyrok za znęcanie się, przez cały czas mieszkał z ofiarami?
Milczenie i wstyd – najwięksi sprzymierzeńcy oprawcy
Policja w swoim komunikacie apeluje do osób doświadczających przemocy:
Często milczenie i wstyd pozwalają sprawcy działać bezkarnie. Przypominamy, iż każdy przypadek przemocy domowej traktowany jest z najwyższą powagą i spotyka się ze stanowczą reakcją.
To ważne słowa. W tej sprawie ofiary – żona i dzieci – przez dwa lata cierpiały w milczeniu. Nie wiadomo, co było bezpośrednim powodem sobotniej interwencji (sąsiedzi? rodzina? wreszcie sama ofiara?). Ale dobrze, iż do niej doszło.
Policja zachęca, by nie bać się kontaktu z dzielnicowym, najbliższą jednostką lub dzwonić po pomoc. Każdy sygnał jest weryfikowany, każda interwencja może uratować zdrowie i życie.
Warto też przypomnieć, iż ofiary przemocy domowej mogą liczyć na wsparcie nie tylko policji, ale także:
-
Niebieskiej Linii (ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy: 800 120 002),
-
Ośrodków Pomocy Społecznej,
-
schronisk i domów dla ofiar przemocy,
-
sądu rodzinnego (który może orzec nakaz opuszczenia mieszkania przez sprawcę).
W tym przypadku sprawca opuścił mieszkanie – ale za sprawą aresztu.
Krzyki ucichły. Ale rany pozostaną
39-latek znalazł się za kratkami. Rodzina ma na razie spokój. Przed nią jednak długa droga – terapia, odbudowa poczucia bezpieczeństwa, dla dzieci – powrót do normalności, jeżeli w ogóle będą ją pamiętać. To kolejna sprawa przemocy domowej w powiecie gnieźnieńskim. I niestety – raczej nie ostatnia.
Cieszy natomiast determinacja policji i prokuratury, które doprowadziły do aresztowania. Cieszy, iż sąd tym razem nie poprzestał na nakazach i zakazach. To sygnał: polski wymiar sprawiedliwości potrafi reagować stanowczo – gdy tylko zbierze się odpowiedni materiał dowodowy. A reszta należy do nas – świadków, sąsiadów, rodziny. jeżeli widzisz, słyszysz, podejrzewasz – nie bój się zareagować. Bo milczenie to najgorsza doradczyni.
Nie bądź obojętny. Zadzwoń. Możesz uratować czyjeś życie.

1 dzień temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·